Witamy na naszej witrynie

Pierwszy news

Drugi news...

Trzeci news...

Czwarty news…

Piąty news...

 

Księża, pracujący w parafii św. Jadwigi  1945-2014*

 

  •  Otto Basler 1924 - 1945 - proboszcz
  •  Rudolf Schnackenburg 1945 - 1946 (pomagał Księdzu M. Dunasowi)
  •  Michał Dunas 1945-1957 (1945-1951 – wikariusz substytut)
  •  Aureli Augustyński 1946 - 1947 wikariusz substytut (na czas aresztowania ks. M. Dunasa)
  •  Zygmunt Wołochowicz 1955 - 1957 wikariusz
  •  Eugeniusz Kapusta 1957 - 1957 administrator parafii
  •  Onufry Stankiewicz 1957 - 1969 proboszcz
  •  Zdzisław Kiwacz 1969 - 1971 wikariusz substytut
  •  Maciej Mścichowski 1957 - 1958 wikariusz
  •  Henryk Pilarczyk 1958 - 1960 wikariusz
  •  Norbert Łukaszczyk 1958 -1961 wikariusz
  •  Ewald Schmidt 1959 - 1961 wikariusz
  •  Stefan Wancel 1960-1963 wikariusz
  •  Ewald Schmidt 1960-1961 wikariusz
  •  Tadeusz Gadżała 1961 - 1964 wikariusz
  •  Mieczysław Ostrowski 1962 - 1963 wikariusz
  •  Leon Duda 1963 - 1967 wikariusz
  •  Stanisław Jazowiecki 1965 – 1967 wikariusz
  •  Flawian Józef Wycik 1966 - 1967 wikariusz (Salwatorianin)
  •  Tadeusz Moroń 1964 - 1968 wikariusz
  •  Franciszek Jaworski 1968 - 1971 wikariusz
  •  Kazimierz Gromadzik 1967 - 1969 wikariusz
  •  Franciszek Bełz 1969 - 1972 wikariusz
  •  Stefan Dubiel 1968 – (brak daty opuszczenia Złotoryi) wikariusz
  •  Zbigniew Michalewicz 1967 - 1970 wikariusz
  •  Zdzisław Kiwacz 1969-1971 proboszcz
  •  Jarosław Czarny 1970 - 1974 wikariusz
  •  Stanisław Jakubowski 1971 - 1986 proboszcz
  •  Józef Gołębiowski 1971 - 1975 wikariusz
  •  Jarosław Grabik 1971 - 1974 wikariusz
  •  Franciszek Jaworski 1971 wikariusz
  •  Jan Lisowski 1974 - 1975 wikariusz
  •  Mieczysław Żerek 1975 - 1978 wikariusz
  •  Sylwester Nowocień 1979 - 1981 wikariusz
  •  Michał Augustyn 1976 wikariusz
  •  Augustyn Nazimek 1974 - 1976 wikariusz
  •  Ryszard Hajduk 1976 - 1976 wikariusz
  •  Roman Zoń 1976 - 1979 wikariusz
  •  Józef Kijak 1975 – 1977 wikariusz
  •  Zenon Gąska 1977 - 1979 wikariusz
  •  Władysław Woźny 1979 - 1980 wikariusz
  •  Janusz Kankiewicz 1979 - 1983 wikariusz
  •  Andrzej Majchrzak 1981 - 1986 wikariusz
  •  Kazimierz Piątek 1981 - 1986 wikariusz
  •  Paweł Panasiuk 1981 - 1991 rezydent
  •  Krzysztof Trybulec 1983 - 1986 wikariusz
  •  Marian Sobczyk 1986 - 2014 proboszcz
  •  Henryk Trościanko 1986 - 1987 wikariusz
  •  Czesław Paruch 1986 - 1989 wikariusz
  •  Andrzej Duda 1986 - 1990 wikariusz
  •  Jan Łata 1986 wikariusz
  •  Mariusz Witczak 1987 - 1990 wikariusz
  •  Ryszard Czuryło 1988 - 1990 wikariusz
  •  Kazimierz Białek 1990 - 1993 wikariusz
  •  Andrzej Pławiak 1990- 1993 wikariusz
  •  Zbigniew Wichrowicz 1990 - 1993 wikariusz
  •  Jan Trznadel 1990 - 1993 wikariusz
  •  Jan Olender 1993 - 1994 wikariusz
  •  Stanisław Śmigielski 1993 - 1995 wikariusz
  •  Roman Borecki 1993 - 1995 wikariusz
  •  Wiesław Walendzik 1993 - 1997 wikariusz
  •  Krzysztof Zieliński 1994 - 1995 wikariusz
  •  Bartłomiej Szewczyk 1995 - wikariusz
  •  Krystian Sokal 1995 wikariusz
  •  Piotr Szajner 1995-1998 wikariusz
  •  Andrzej Tomaszewski 1995 - wikariusz
  •  Krzysztof Żądło 1995-2000 wikariusz
  •  Wojciech Dąbrowski 1997 wikariusz
  •  Dariusz Pytel 1997-2000 wikariusz
  •  Leopold Fit 1995 - 2000 wikariusz
  •  Czesław Paruch 2000 - 2007 wikariusz
  •  Krzysztof Doś 2003 wikariusz
  •  Krzysztof Zambroń 2003 - 2004 wikariusz
  •  Mariusz Łazarek 2004-2007 wikariusz
  •  Krzysztof Cipior 2007 wikariusz
  •  Jacek Wojeński 2007-2014 wikariusz
  •  Piotr Sałaga 2009-2011 wikariusz
  •  Robert Rynkiewicz 2011-2014 - wikariusz
  •  O. Bogdan Koczor OFM 2014 - proboszcz
  •  O. Ryszard Maraś OFM 2014 - gwardian
  •  O. Norbert Kiwus OFM 2014 - duszpasterz
  •  O. Tyberiusz Pietras OFM 2014 - wikariusz

 

* Dane personalne osób duchownych podlegają dalszemu uzupełnianiu. Myślnik przed data oznacza, że znany jest tylko rok odejścia z parafii.

 

Ksiądz Michał Dunas 

Pierwszy powojenny proboszcz parafii św. Jadwigi

 

            Istnieje aż nadto powodów, aby przypomnieć sylwetkę księdza Michała Dunasa, który przez pierwsze dwanaście lat po wojnie kierował życiem religijnym Złotoryi i jej najbliższych okolic[1]. Był to przecież okres przełomowy, przyniósł zupełnie nowe społeczeństwo ziemiom odzyskanym, nowy ustrój, władzę komunistów, z którymi nie układał się jeszcze żaden tutejszy duchowny. Właśnie w tej nowej rzeczywistości bardzo wiele zależało od katolickiego duchowieństwa, które mogło powstrzymywać wiernych przez zalewem ateizmu albo też swoim postępowaniem dostarczać argumentów wrogom Kościoła i wiary. 

Ich działania musiały uwzględniać fakt, że przez kilka lat po wojnie przebywali tutaj wciąż Niemcy, przeważnie protestanci, a także Żydzi w liczącej się grupie. Jednak wśród ludności napływowej dominowali katolicy, co automatycznie sytuowało na piedestale duszpasterzy tego wyznania. Ogromna była ich rola, jeśli chodzi o losy sakralnych obiektów stanowiących dobra kultury ogólnoludzkiej a nie tylko niemieckiej. Jak zobaczymy, bohater niniejszego opracowania, zetknie się z wszystkimi zasygnalizowanym problemami.

            Niniejsze opracowanie to pierwsza próba zebrania okruchów pamięci o księdzu Michale Dunasie. Nie pozostawił żadnych pamiętników (przynajmniej takowe nie są znane autorowi niniejszego tekstu). Mamy jednakże możliwość sięgnięcia do wspomnień Jego seminaryjnych kolegów, księży Jana Winiarskiego i Romana Wanatowicza, a także wielu osób, które wciąż świetnie pamiętają ten okres dziejów naszego miasta[2]. Bardzo owocne okazały się kwerendy w Archiwach Państwowch we Wrocławiu i Legnicy, Archiwum Kurii Legnickiej oraz wrocławskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej. Zachowała się również kronika parafii św. Jadwigi za lata 1945-1972, prowadzona przez pierwsze lata przez ks. Dunasa[3]. Czytelnicy wybaczyć muszą liczne cytaty i niektóre szczegóły – autorowi zależało jednak na tym, aby ukazać szerzej nie znane i nie tylko religijne aspekty tamtych czasów.

Młodość i studia

            Michał Dunas urodził się 29 września 1914 r. w Gródku Jagiellońskim w województwie lwowskim. Był synem Antoniego i Katarzyny z d. Smykow. W 1933 r. rozpoczął studia teologiczne w Seminarium Duchownym we Lwowie. Cieszyło się ono zasłużoną wysoką renomą. Studenci w ciągu pięciu lat studiów przechodzili przez ręce wielu wspaniałych księży profesorów. Rektorem seminarium duchownego we Lwowie był wówczas ks. biskup Eugeniusz Baziak, ojcem duchownym roku ks. dr Marian Stark. Trzeba dodać, iż dwa lata niżej studiował we Lwowie seminarzysta Onufry Stankiewicz, urodzony w 1917 r. Los zetknie ich w Złotoryi i jej najbliższych okolicach po zakończeniu drugiej wojny. Subdiakonat i diakonat przypadł seminarzystom w kwietniu 1938 r., święcenia kapłańskie w dniu 26 czerwca 1938 r. Następnie neoprezbiterzy udali się do pałacu arcybiskupiego aby otrzymać od arcybiskupa Bolesława Twardowskiego stosowny dyplom.

Nie wiemy, gdzie Michał Dunas odprawił swą mszę prymicyjną. W każdym razie po krótkich wakacjach skierowany został, zapewne w sierpniu 1938 r., do Rohatyna w województwie stanisławowskim na swą pierwszą kapłańską placówkę.

Rohatyn

            Magdeburskie prawa miejskie uzyskał Rohatyn w 1415 r. Zwłaszcza w wiekach XVI i XVII okolice miasta były widownią  wielu starć polsko-tatarskich, tureckich i kozackich. Od końca średniowiecza był ważnym ośrodkiem osadnictwa żydowskiego, znanego np. w  XVIII w. z prężnego chasydyzmu. W tym samym stuleciu czas jakiś zamieszkiwał tutaj Piotr Skarga. W 1919 r. został miastem powiatowym. W 1921 r. w powiecie zamieszkiwało 30,7% Polaków, w samym mieście na ogólna ilość 5736 mieszkańców, 3000 Żydów. W okresie międzywojennym działały tutaj m.in. Seminarium Duchowne Grecko-Katolickie, dwie szkoły powszechne państwowe, prywatna szkoła powszechna ukraińska, dwa państwowe gimnazja, Seminarium nauczycielskie, dwie religijne szkoły żydowskie, Dom Starców i Ochronka dla Sierot, nadal „Sokół”, Narodowa Demokracja, BBWR, harcerstwo, żydowska partia „Bund”, wiele klubów sportowych. Dawni mieszkańcy Rohatyna nie pamiętają konfliktów narodowościowych. Dochodziło do małżeństw mieszanych. 

            Spokojna sytuacja z okresu międzywojennego szybko uległa radykalnej zmianie po wybuchu wojny. Z dnia 1 września 1939 r. w Rohatynie A. Pałka zapamiętał najpierw syreny a potem niemieckie bombardowanie, podczas którego zginęły trzy osoby. W szkołach, powszechnej męskiej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego i żeńskiej im. Królowej Jadwigi, nie rozpoczął się już nowy rok szkolny. Wojna miała na Kresach kilka obliczy. Najpierw, po 18 września 1939 r., zostały one zajęte przez Związek Sowiecki. 2 lipca 1941 r. Rohatyn stał się łupem Niemców, aby w lipcu 1944 r. znów „powrócić” do ZSRR. Zmieniały się tym samym relacje narodowościowe. Po 1941 r. dla licznej społeczności żydowskiej Niemcy urządzą getto, a następnie ją wymordują. Już od 1939 r. na porządku dziennym dochodziło do napadów na mieszkania Polaków, których dokonywali Ukraińcy (Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów z siedzibą we Wrocławiu szacuje dziś liczbę zamordowanych w Rohatynie i okolicach w 1943 r. na 3380 osób). W 1944 r., gdy powrócili na dobre Rosjanie, rozpoczęły się kolejne ukraińskie czystki na Polakach, 

W parafii w Rohatynie tuż przed 1945 r. pracowało dwóch księży. Ks. Dunas w latach 1938-1945 był wikarym. Proboszczem został tuż przed końcem wojny. Żyją złotoryjanie, których ks. Michał Dunas „zdążył” jeszcze ochrzcić w Rohatynie w 1939 r. Pięćset metrów od kościoła mieszkała liczna rodzina Tadeusza Glińskiego, który przybędzie później razem z ks. Dunasem do Złotoryi.

            Kościół w Rohatynie na zawsze pozostał w pamięci byłych mieszkańców Kresów. Irena Cisek-Piątkowska w swoim wierszu pt. Rohatyn i jego piękne okolice, tak pisze: 

            Już z oddali widniał kościół parafialny

            Świętego Mikołaja – otoczony drzewami,

            Który koił nasz ból, troski i cierpienia,

            Gdzie szukaliśmy wsparcia, chwili zapomnienia.

W 1945 r. (lub 1944 – T. Gliński, A. Pałka) kościół został najpierw zniszczony przez bombę podczas nalotu Rosjan (strącono m.in. wieżę), a potem, już po zakończeniu działań wojennych, zdemolowany za zgodą nowych właścicieli Kresów. Po wojnie w kościele urządzono skład mebli, potem go zrujnowano, ale wreszcie doczekał się odbudowy.

Wyjazd 1945

Radzieckie ogłoszenie z 1945 r. o możliwości wyjazdu Polaków do państwa polskiego miało  właściwie charakter przymusowy. Część Polaków z ulgą potraktowało taką możliwość, wciąż obawiając się Ukraińców. Przed wyjazdem Polacy mogli zgromadzić dobytek, który zamierzali wziąć ze sobą, nawet zwierzęta gospodarskie. Wcześniej można było też znosić swoje rzeczy do bud ustawionych wzdłuż torów kolejowych (A.Pałka). Pierwsze pociągi wyruszyły w czerwcu-lipcu 1945 r.

Transport, o który nam chodzi, był najprawdopodobniej ostatnim. A. Pałka zapamiętał datę wyjazdu jako 14 października 1945 r. Wyjechało wówczas od 20 do 40 przede wszystkim otwartych węglarek z niezbyt wysokimi burtami, na których niektórzy budowali prowizoryczne dachy. Jeden z nich – dla kobiet z dziećmi – był kryty. T. Gliński zapamiętał, że jedynie wagon księżowski był kryty. a pozostałe były po prostu otwartymi węglarkami. Według W. Iwankowa, wszystkie rzeczy kościelne jechały w osobnym odkrytym wagonie. W każdym razie wśród nich znajdowały się m.in. obrazy kościelne, chorągwie, figury, monstrancje, serwety, być może nawet księgi parafialne. Te ostatnie stanowią zagadkę, raczej nikt nie przypomina sobie ich w Złotoryi, z kolei nie przetrwały także podobno w obecnym Rohatynie. Niektóre naczynia liturgiczne i księgi przewozili parafianie, aby oddać księdzu po przyjeździe do Chojnowa (T. Gliński, W. Iwanków). Ksiądz chciał nawet zabrać organy, balaski, obudowy ołtarzy i obrazy. Dopiero po wjeździe na tereny państwa polskiego, przesiedleńcy mogli śpiewać religijne pieśni. W. Iwanków nie pamięta, żeby po drodze ks. Dunas sprawował nabożeństwa o polowym charakterze, przeważnie jechał w cywilnym ubraniu, nieraz tylko przebierając się w sutannę. Podczas postoju w Krakowie ks. Dunas udał się do jednej z krakowskich parafii i tamtejszych księży. 

Podróż trwała cztery tygodnie, nieraz stali dwa-trzy dni na bocznicy. Jechano m.in. przez Lwów, Kraków, Bytom. We Lwowie Rosjanie najpierw zażądali wódki po czym transport wypuścili dalej (W. Iwanków). A. Pałka zapamiętał wyjazd z Oświęcimia w dniu 1 listopada i dwudniowy postój w Legnicy (ok. 6 listopada). 

Na ziemi złotoryjskiej

7 listopada 1945 r. (A.Pałka) pociąg dotarł wreszcie do stacji Gajewicko – taką nazwę miała początkowo stacja kolejowa w Chojnowie. W Chojnowie był już ks. Łańcucki z Brzeżan i ks. Dunas podobno nie chciał być tam katechetą.

Datę miesięczną przybycia ks. Dunasa do Złotoryi znajdujemy na kartach Kroniki parafii św. Jadwigi w Złotoryi, którą prowadził osobiście do października 1954 r. Czytamy: W listopadzie 1945 roku przybywa do Złotoryi ksiądz Michał Dunas i rozpoczyna się życie parafialne ludności polskiej.

Ciekawe, że datę przybycia księdza do Złotoryi pozwalają ustalić także sprawozdania  jakie do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego nadsyłano co dziesięć dni z Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Złotoryi, powstałego w sierpniu 1945 r. W dniu 7 września 1945 r. pisano: Kościół katolicki był również częściowo uszkodzony lecz obecnie wszystko jest już poprawione. Kościół ten prowadzi również ksiądz znający polską mowę [chodziło o niemieckiego proboszcza ks. Schnakenburga – RG], organista i kościelny. Msze odbywają się normalnie codziennie wyłącznie dla Polaków. Raport z 5 października skarżył się, że wśród księży i pastorów, mówiących tylko po  niemiecku na razie trudno urobić informatora. Natomiast raport dekadowy wysłany w dniu 14 listopada był już bardziej optymistyczny: Praca agentury z duchowieństwem polepsza się w związku z przybyciem do Złotoryi księdza polskiego, przez co umożliwi się zawerbowanie informatora.

Ważne jest, że w chwili przybycia pierwszego polskiego kaznodziei, na parafii znajdował się jeszcze niemiecki katolicki proboszcz oraz niemieckie siostry elżbietanki (ich siedzibą był budynek obecnego Sanepidu). Dzięki nieprzerwanej obecności duchownych kościół św. Jadwigi uniknął większych grabieży (żołnierze sowieccy szukali tutaj jedynie kosztowności, nie odnaleźli ukrytych naczyń liturgicznych w krypcie pod prezbiterium i zakrystiami, które następnie przekazane zostały ks. Dunasowi przez dotychczasowego proboszcza). 

Z ks. Dunasem przyjechał z Rohatyna Leopold Kociubiński, który był tam kościelnym. Ksiądz zabrał go do Złotoryi, gdzie ów spełniał nadal częściowo obowiązki kościelnego. Przez cały czas proboszczowania złotoryjskiego towarzyszył księdzu organista Konrad Bryjanowski (Bryja) z rodziną. Przybyła też Maria Dunas, siostra proboszcza, i zamieszkała na plebanii. W Złotoryi wszyscy zadomowili się na plebani. W złotoryjskim szpitalu pracował najprawdopodobniej brat księdza.

Posługa religijna

1 września 1949 r. Administracja Apostolska wyznaczyła ks. Proboszczowi jako wikariuszowi substytutowi uposażenie miesięczne w wysokości 80% z ofiar wpływających od wiernych do kasy parafialnej za posługi religijne. Pod koniec 1951 r. otrzymał mianowanie na stanowisko stałego proboszcza parafii św. Jadwigi. 

Zarówno jego niegdysiejsi ministranci, jak inni złotoryjanie, zapamiętali go jako księdza przykładającego się do odprawianej liturgii i głoszonych kazań, których miał dar głoszenia. Kazania były konkretne, ich treści potrafiły wzruszać wiernych. Przypomnijmy, że msze odprawiane były podówczas przy głównych ołtarzach a kazania z reguły głoszono z ambon.

Większość żyjących jeszcze ministrantów z owych lat (np. K. Stefańczak) nie pozwala powiedzieć o księdzu złego słowa. W ich wspomnieniach wracają regularne niedzielne wyjazdy bryczkami lub furmankami do Jerzmanic Zdroju czy Brennika na nabożeństwa  (oprócz księdza proboszcza jechał obowiązkowo organista i dwóch ministrantów), udział w pogrzebach i wizytach duszpasterskich (np. M. Stalski). Podczas tych ostatnich ksiądz nie zabiegał o pieniądze, potrafił dawać je biednym. J. Gajek wspomina o pewnym wydarzeniu po mszy w Prusicach, gdy ksiądz pozostawił w prezbiterium rozrabiających na mszy chłopców i wlepił im trzy razy po rękach kropidłem, pytając za każdym razem „Dobry ksiądz?” na co wszyscy odpowiadali beż zająknienia „Tak!”. Ojciec W. Iwankowa, Jan, co roku przywoził ks. Dunasa na święcenia wielkanocne do Podolan. Mieszkańcy innych okolicznych wsi przyjeżdżali po księdza nawet poniemieckimi karetami.

Posługa ministrancka cieszyła się popularnością, duże grono zaangażowanych i ochotnych ministrantów trzymane było jednocześnie w odpowiedniej dyscyplinie przez księdza proboszcza. Od ołtarza potrafił zwracać czasami uwagę ministrantom, wygrażając im palcem. Jednocześnie ze starszymi ministrantami potrafił „trenować” boks, nakładając bokserskie rękawice. Karcił jednak za nielegalne wyprawy do zamkniętego i zdewastowanego kościoła Mariackiego (M. Stalski, T. Gliński). Po mszach, z okna ponad klasztorną furtą przy kościele św. Jadwigi niejednokrotnie obdarzał dzieci cukierkami (M. Stalski).

Pierwsza komunia święta w parafii św. Jadwigi odbyła się w maju lub czerwcu 1946 r. Dzieci pierwszokomunijne pozowały do wspólnego pamiątkowego zdjęcia obok wejścia do kościoła parafialnego, tuż przed figurą św. Jana Nepomucena. W centrum grupy widzimy Proboszcza, p. Dydyńską oraz Tadeusza Musiała, kierownika szkoły. Wszystkich dzieci, w różnym wieku, jest na fotografii 56, w tym 25 chłopców i 31 dziewcząt. Dziwne, że fakt ten nie znalazł się w kronice parafialnej. 

            W styczniu 1946 tak pisał do Administratora Apostolskiego we Wrocławia: Ponieważ parafia Złotoryi ma charakter wybitnie misyjny przeto proszę o odprawianie Mszy św. w godzinach popołudniowych i o zezwolenie na odprawianie trzech Mszy św. w niedzielę. Ostatnio zorganizowałem Towarzystwo Charytatywne Caritas, prezesem jest p. Biliński Władysław. Każdej niedzieli odprawiam jedną Mszę św., potem wyjeżdżam do kaplicy. […]Do zniszczonego wojną kościoła wstawiam 9 okien. […]

Z zapisków w kronice parafialnej:

1952. Parafia katolicka w Złotoryi, prócz samego miasta, liczy jeszcze i kilka wsi jak: Nowa Wieś Złotoryjska, Wyskok, Kosów, Rokitnica, Prusice, Wilków i Jerzmanice. Liczbowo trudno ująć stan parafii, ponieważ często robotnicy zmieniają pracę. Parafia liczy około 8000 dusz. Do parafii należą również trzy kościoły filialne a to: w Prusicach pod wezwaniem św. Jadwigi, w Rokitnicy pod wezwaniem św. Michała Archanioła i w Jerzmanicach pod wezwaniem św. Antoniego. […] Na terenie parafii stanęły krzyże i kaplice jako dowód wiary katolickiej naszej polskiej ludności. Ludność chętnie brała udział w uroczystościach poświęcenia krzyża czy kaplicy. Krzyż stanął m.in. w Prusicach.

1953. Stosownie do polecenia Dostojnego Episkopatu zorganizowano na terenie parafii nauczanie religii po kościołach. W kaplicach filialnych nauki religii udziela organista p. Bryja Konrad. Natomiast w kościele parafialnym nauki religii udziela ksiądz. Bardzo wielkie zainteresowanie nauką wykazuje dziatwa do 7 roku życia, dzieci przychodzą do kościoła pod opieką swoich matek. 

1957.Ks. Prymas Kardynał Stefan Wyszyński wraz z całym Episkopatem Polskim zarządza Wielką Nowennę z racji zbliżającego się Tysiąclecia Chrztu Polski: 966 r. – 1966 r. […] Złotoryja  również rozpoczęła Wielką Nowennę.W pierwszą niedzielę miesiąca maja 1957 r. w kościele parafialnym w Złotoryi odbyło się uroczyste ślubowanie ku czci M. Bożej Królowej Polski i odnowienie tych przyrzeczeń, jakie 300 lat temu wstecz – 1656 r. składał w swym i całego narodu polskiego[imieniu] król wygnaniec Jan Kazimierz przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie. Tekst ślubowań został ustalony i wydrukowany przez Episkopat Polski; obejmuje zagadnienia wiary w Boga, obronę życia nienarodzonego, poszanowania Sakramentu Małżeństwa, życia rodzinnego itp. Każdy rok Wielkiej Nowenny to dokładne naświetlenie w duchu katolickim poszczególnych zagadnień wiary i moralności, mających przyczynić się do odnowy duchowej całego narodu i przygotowania go na radosne Milenium Roku Pańskiego 1966 r.

Wedle protokołu z wizytacji w dniu 15 października 1951: Duszpasterz ks. Dunas – kapłan jeszcze młody ale gorliwy i zapobiegliwy o sprawy Boże. Prócz parafii, która liczy ok. 12 000 obsługuje i wyjeżdża z nabożeństwami w teren. Nabożeństw w parafii pilnuje i swoje obowiązki duszpasterskie dobrze wypełnia, według relacji miejscowego ks. Dziekana. Gospodarstwo domowe prowadzi starsza rodzona siostra. 

Wizytacja  w październiku 1952 r. stwierdzała, że parafia liczy 7400 wiernych, posiadając trzy kościoły filialne (Jerzmanice Zdrój, Rokitnica, Prusice). Sióstr Elżbietanek było siedem, z których jedna pracowała w kościele, a pozostałe w szpitalu. Wizytatorzy zauważyli usterki w kościele parafialnym, wyrwane drzwiczki od tabernakulum, wybite jedno okno w zakrystii, stacje Drogi Krzyżowej bez podpisu, brudną wodę święconą przy wejściu, brak niektórych ksiąg, braki w innych, wadliwe protokoły przedślubne, brak inwentarzy kościołów filialnych, brak kroniki parafialnej. Ksiądz spędzał codziennie 7 godzin ucząc religii w szkole (podczas lekcji religii niejednokrotnie uciekał się do zaprowadzania dyscypliny za pomocą kijka  – T. Gliński). Uznano, że parafia jest rozległa i trudna: 150 małżeństw „dzikich”, 70 nieślubnych dzieci, 10 Świadków Jehowy, 400 ewangelików, 100 Żydów. Doceniono pracowitość proboszcza, a zaniedbania i braki tłumaczyć należy do pewnego stopnia brakiem czasu, słabszą kontrolą ks. Dziekana oraz ogólnym, słabem wyrobieniem naszego duchowieństwa do ładu kancelaryjnego i utrzymania potrzeby estetyki w kościołach i na cmentarzach. Zalecono chrzcić dzieci w kościele, a nie w zakrystii, uzupełnić braki w dokumentacji, ożywić nurt eucharystyczny, w ramach kazań często w naukach podkreślać i omawiać sakrament małżeństwa jako podstawę i fundament życia rodzinnego.

Następna wizytacja (1953) stwierdziła tylko 20 nieślubnych dzieci i 50 „nielegalnych” małżeństw. W świątyni rozprowadzane były Tygodnik Wrocławski i Słowo Powszechne. Do zalet parafian zaliczono pobożność, do wad pijaństwo, dużą ilość małżeństw żyjących bez ślubu oraz pewną ilość Świadków Jehowy. O księdzu proboszczu napisano, że jest ochotny, pracowity, gorliwie spełnia zalecenia kurii, nosi sutannę i koloratkę i nie ma długów.

Jesienią 1954 r. proboszcz był już przekonany, że nie może pracy podołać, tu trzeba koniecznie wikarego.  Rok później pisał w kronice: Rozrost Złotoryi. Dzięki kopalni rudy miedzi w pobliskim Wilkowie miasto znacznie się powiększa. Rośnie osiedle górnicze przy ul. Henryka Pobożnego. Zwiększają się też i potrzeby duszpasterskie Złotoryi. Do Złotoryi przychodzi pierwszy wikary ks. Wołochowicz.

Rozpoczęcie pracy przez ks. Zygmunta Wołochowicza od 12 lipca 1955 r. potwierdza wizytacja z 17 grudnia 1955 r. Wizytacja z maja 1956 r. zalecała staranniej prowadzić protokoły i księgi, poprawienie estetyki kancelarii. Potwierdzono jednocześnie prawdziwość skargi dotyczącej nawoływania ks. Proboszcza do składania ofiar na motocykl. Komitet parafialny otwarcie przyznał, że zebrał 9 500 zł na ten cel, lecz chodzi o motocykl dla księży, aby ułatwić im dojazd do kościołów filialnych i na religię. Z uznaniem odnotowano, że kościół jest otwarty od wczesnego rana do godz. 9.00 i od 16.00 do późnego wieczora.

            Wśród setek ślubów, chrztów i pogrzebów ksiądz proboszcz nie mógł odmówić udziału w tych, których bohaterami byli przedstawiciele aparatu bezpieczeństwa. W 1948 r., gdy podczas strzelaniny stracili życie dwaj pracownicy UB, Zygmunt Jaszcza i Czesław Bizoń, nekrologi formatu A3 informowały, że wyprowadzenie zwłok św. pamięci funkcjonariuszy odbędzie się 8 lipca o godz. 16.00 z kościoła parafialnego (czyli św. Jadwigi), a nabożeństwo żałobne za spokój dusz zmarłych odbędzie się w tym samym dniu o 7.30. Długi kondukt podążył z kościoła św. Jadwigi przez Rynek i dalej ul. M. Nowotki (dzisiaj J. Piłsudskiego) na cmentarz. Zachowało się kilka fotografii, które uwieczniły tam ks. Dunasa.

W styczniu 1957 r. Kuria Wrocławska zleciła księdzu objęcie kapelanii więziennej w Ośrodku Pracy Więźniów w Wilkowie.     

Siostry Elżbietanki

W 1954 r. miasto doczekało wygnania Sióstr Elżbietanek. Jak wiemy, choć było ich tutaj zaledwie kilka (wśród nich również te, które służyły tutaj przed wojną), to ich złotoryjskie tradycje sięgały połowy XIX wieku. To właśnie wówczas tutejszy proboszcz katolicki, ks. Urban, opracował Statuty dla tego zakonu, dzięki czemu został on zarejestrowany. Polskie Elżbietanki (Szarytki) kontynuowały jak najbardziej chwalebną działalność swych niemieckich poprzedniczek, były ówcześnie jedynym zakonem w mieście. Fakt realizacji niecnych planów komunistów w ramach tzw. Akcji X-2, odnotował ks. M. Dunas w kronice parafialnej: 

„1954. Wyjazd Sióstr Elżbietanek. Dnia 3 sierpnia 1954 r. Siostry Elżbietanki opuściły Złotoryję, udając się do wspólnego klasztoru; przebywają w Kobylinie. Najświętszy Sakrament z kaplicy klasztornej przeniesiono do kościoła parafialnego”. Zauważyła, rzecz jasna, to wydarzenie również wizytacja kościelna w dniu 9 października 1954 r.: Kościelny: Do dnia 7 sierpnia funkcję tę spełniały SS Elżbietanki. W tym dniu wyjechały. Zastąpił je chwilowo jeden z parafian.” Zastanawiające, że w obu źródłach spotykamy słowa „opuściły” i „wyjechały”, które nie tylko nie oddają istoty rzeczy, ale nie wyjaśniają żadnych powodów i okoliczności. 

Życie towarzyskie, zainteresowania

Proboszcz przemieszczał się na motocyklu SHL (też Jawa), był zapalonym kibicem piłki nożnej, szachistą, grał w pingponga, nie gardził pokerem i alkoholem. Zapamiętano go, gdy z podwiniętą sutanną biegł, aby nie spóźnić się na mecz piłkarski. Mecze dopingował dzwoniąc dzwonkiem zabieranym z parafii. Był człowiekiem bardzo bezpośrednim, towarzyskim, utrzymujący kontakty zarówno z władzą oraz „zwykłymi” obywatelami. Sterane nerwy koić próbował nikotyną.

Pod okiem Urzędu Bezpieczeństwa

Dokumenty Instytutu Pamięci Narodowej pozwalają bliżej scharakteryzować okoliczności zainteresowania się osobą księdza Dunasa, jego aresztowania i dalszej inwigilacji. Złotoryjanie, przepytywani na tą okoliczność, pamiętają krótką nieobecność proboszcza w latach 1946-1947, wiążąc jego aresztowanie z nieprawomyślnymi treściami  kazań a nawet z wystrojem grobu Pańskiego w kościele św. Jadwigi lub donosem. 

Nie wiadomo, na ile ksiądz zdawał sobie sprawę, że duchowieństwo od początku pozostawało pod czujną „opieką” władz komunistycznych. „Nawet” w raporcie naszego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z 1945 r. możemy przeczytać, że co do kontrwywiadu wśród duchowieństwa katolickiego nic nie zauważono, księża są pod ścisłą obserwacją. Raport wysłany z PUBP do Wojewódzkiego UBP w dniu 24 listopada 1945 r. stwierdzał: Praca agentury wśród duchowieństwa miejscowego jest ciężka. Przybyły ksiądz polski, młody człowiek jest pod obserwacją, jednak dotychczas nic nie zauważono. Reszta duchowieństwa to niemcy. 4 grudnia wyrażano nadzieję, że praca agentury naszej wśród duchowieństwa miejscowego w przyszłym raporcie da już wyniki, ponieważ zainteresowano się osobą nowego duszpasterza Polaka, magistra, który przybył tu zza Buga. Takiego raportu jednak się nie doczekano.

W początkach stycznia 1946 r. w Złotoryi pojawił się mężczyzna o nazwisku Adam Dobrowolski i nawiązał kontakt z ks. M. Dunasem. Jesienią funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Złotoryi aresztowali najpierw Dobrowolskiego a następnie ks. Dunasa. Nakaz aresztowania wydał w dniu 17 października 1946 r. Naczelnik Wydziału Śledczego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu Antoni Marczewski. W tym samym dniu przeprowadzono rewizję domową i osobistą i tymczasowo aresztowano księdza. Śledztwo prowadził oficer śledczy WUBP we Wrocławiu Jan Misiurki. Akta śledcze założono 18 października 1946 r. a zamknięto 18 stycznia 1947 r. Podczas przesłuchań ustalono, że duchowny należał do nielegalnej organizacji od stycznia 1946 r. do 7 października 1946 r. Śledztwo zakończono decyzją o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej. 17 stycznia 1947 r. skierowano go do więzienia nr 3 we Wrocławiu.

W aktach śledczych zapisano m.in. że zna takie języki obce jak niemiecki, francuski, ukraiński i łacinę a w „osobliwościach ubrania” że „nosi sutannę”. 

Oto fragmenty z przesłuchań księdza w dniach 25 października i 19 listopada 1946 r.:

„Proszę powiedzieć, jak wykonywaliście praktycznie swą działalność w nielegalnej organizacji, jakie organizacja miała cele itp.

Odpowiedź: Adam Dobrowolski powiedział, że organizacja do której on należy ma na celu zbieranie wiadomości o stanie ludności, ich przynależności dzielnicowej, o nastrojach ludności, o ilości zajętych majątków przez Rosjan, zbieranie informacji o osobach na kierowniczych stanowiskach w administracji publicznej i innych organach państwowych, o dyslokacji wojsk sowieckich i polskich, ich stanie liczebnym itp. Udzieliłem Dobrowolskiemu (o którym wiedziałem kim jest) wiadomości o osobach na kierowniczych stanowiskach w Złotoryi a mianowicie: podałem mu charakterystyki starosty, wicestarosty, burmistrza, zastępcy komendanta MO, że w folwarku w Jerzmanicach stacjonują Rosjanie. Jeśli chodzi o prasę: jeden raz w lutym 1946 r. otrzymałem pocztą jedną gazetkę pt. „Wolność” w kopercie, nadaną w Lignicy. Trzykrotnie otrzymałem od Dobrowolskiego gazetki pt. „Wolność” i „Orzeł Biały”. Treść ich przeciwko obecnemu ustrojowi państwa polskiego i ZSRR.”[…] „Gdyby nie bilet polecający od niego [tj. księdza Łańcuckiego z Chojnowa] z którym przyszedł Dobrowolski nie nawiązałbym z Dobrowolskim łączności organizacyjnej. Łańcucki musiał wiedzieć, kim jest Dobrowolski. Nie wiedział Dunas, że Dobrowolski ma broń palną.

Pytanie: „Ksiądz udzielając informacji Dobrowolskiemu informacje te zasięgał u ludzi w terenie zawerbowanych przez księdza do organizacji do której ksiądz należał? Proszę podać nazwiska. 

Odpowiedź: „Nie, takowych zawerbowanych przez siebie ludzi w terenie nie miałem, a informacje zasięgałem mając sposobność ze względu na pełnione przez siebie obowiązki kapłańskie”.

Pyt. ”Skąd ksiądz ma znaleziony u niego podczas rewizji domowej 7 października 1946 r. komunikat nr 10 PSL-u?”

Odp. „Wypożyczyłem w sierpniu 1946 r. od właściciela sklepiku z gazetami koło Starostwa (nazwiska nie znam) w rynku. Leżał między gazetami, z tym że go zwrócę.”

Pyt. „W jakim celu go przechowywaliście, kto go od was pożyczał?”

Odp. „Nikt”.

Pyt. Skąd ksiądz ma tekst piosenki Nr 2 z jednej strony „Odpowiedź Warszawy” a z drugiej strony tekst piosenki antyradzieckiej o Akowcach?”

Odp. „Teksty odpisałem od nieznanego mi żołnierza W.P. w lipcu 1946 względnie w końcu czerwca 1946 na weselu w Pielgrzymowicach [Pielgrzymce – przyp.RG]. Nie dawałem nikomu przepisywać, leżało w biurku do 7 października 1946 r. Świadkiem odpisywania był mój organista i jakiś człowiek z Pielgrzymowic, nieznany.”

Pyt. „Skąd teksty innych piosenek? [„Przestroga”, „Szumią jodły”, „Miałeś wojtu dobra w syt”, „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”]”

Odp. „Teksty tych czterech piosenek jeszcze w 1939 r. odebrałem pewnej uczennicy nazwiskiem Danucie Glińskiej na lekcji i po przyjściu do domu położyłem między korespondencją, gdzie leżało aż do chwili odebrania i ja już o tym w końcu zapomniałem. Glińska była wtedy uczennicą 4 klasy i mieszkała w tym czasie w Rohatynie na ul. Piotra Skargi.”

Pyt. „Dlaczego ksiądz te rzeczy przechowywał?”

Odp. „Nie zdawałem sobie sprawy, że mają znaczenie, komunikat miałem przy okazji zwrócić.”

W dniu 8 października 1946 r. w PUBP zastępca szefa PUBP w Złotoryi Bogdan Siokała przeprowadził konfrontację pomiędzy Adamem Dobrowolskim a księdzem Dunasem.

Pytanie do Dobrowolskiego: „Jakie informacje udzielał wam ksiądz po zawerbowaniu go?”

Odp. „ Informacje udzielał ksiądz o ludziach będących na stanowiskach, starosta, wicestarosta, burmistrz  o nastrojach ludności w okolicznych wsiach i o dyslokacji wojsk na folwarkach na wsi. Charakterystyki komendanta MO i zastępcy komendanta MO w Złotoryi.”

Pyt. do ks. Dunasa: „Czy potwierdzacie powyższe zeznania Dobrowolskiego Adama?”

Odp. „Nie, nie potwierdzam, z powodu tego, iż informacje udzielałem w mowie potocznej i nie uważałem ich jako mogących posiadać jakąś wartość”.

Pyt. do Dobrowolskiego: „Jakie informacje otrzymywaliście od ks. Dunasa po linji Polskiego Stronnictwa Ludowego?”

Odp. „Ilość członków, fakt zniszczenia tablicy PSL, że Prezesa PSL aresztowało UB i następnie lokal PSL zamknęło Bezpieczeństwo”.

Pyt. do ks. Dunasa: „Czy potwierdzacie to?” Odp. „Tak potwierdzam z tem tylko, że o zamknięciu lokalu PSL przez UB nie mówiłem”.

Pyt. do Dobrowolskiego: „Czy mówiliście księdzu Dunasowi o otrzymaniu instrukcji o stworzeniu sekcji egzekucyjnej?” Odp. „Tak jest, mówiłem o tem ks. Dunasowi.”

Pyt. do ks. Dunasa: „Potwierdzacie?” Odp. „Nie, tego sobie nie przypominam aby to było mówione i nie potwierdzam tego zeznania.”

W dniu 15 stycznia 1946 r. oficer Jan Misiurski wydał postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej ks. M. Dunasa  za to że działając w zamiarze usunięcia K.R.N. i R.J.N. oraz obalenia przemocą demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, brał czynny udział w nielegalnej organizacji W. i N. na terenie powiatu Złotoryja, do której został zawerbowany przez prezesa W. i N. na powiat Złotoryja, Dobrowolskiego Adama. W czasie swojej działalności w okresie od początku miesiąca stycznia 1946 do miesiąca czerwca utrzymując kontakty z Dobrowolskim Adamem, udzielał mu wiadomości z dziedziny ekonomicznej, wojskowej i politycznej, które stanowiły tajemnicę państwową i wojskową, w tym samym czasie rozpowszechniał i przechowywał otrzymaną od prezesa powiatowego W. i N. Dobrowolskiego Adama nielegalną gazetkę pt. „Wolność” i „Orzeł Biały” o treści nawoływującej do czynów skierowanych przeciwko jedności sojuszniczej Państwa Polskiego z ZSRR.

Sąd Rejonowy skazał ks. Michała Dunasa na 5 lat więzienia, lecz wkrótce został zwolniony na mocy amnestii. Do Złotoryi powrócił w na przełomie marca i kwietnia 1947 r.

 Sam Dobrowolski, na przesłuchaniach w dniach 3-6 października 1946 r. przyznał że „zawerbował” w Złotoryi ks. Michała Dunasa, Andrzeja Wawrę (pracownik MO, kierownik Referatu Śledczego!) i Adama Konopackiego. Od Wawry dostał nawet broń. Dunas udzielał Dobrowolskiemu wiadomości o wojsku w okolicach Złotoryi, kierownictwie MO, partiach politycznych, aresztowaniach przez MO i UB. Uważał Dunasa za swego zastępcę w organizacji. Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu skazał Adama Dobrowolskiego najpierw 19 lutego 1947 r. na łączną karę 13 lat pozbawienia wolności a następnie 12 maja 1947 obniżył mu do 10 lat i utraty praw publicznych do lat 5. Andrzej Wawro ostatecznie otrzymał 6 lat utraty wolności i 3 lat pozbawienia praw publicznych. 

            Podczas nieobecności, ks. Dunasa zastępował ks. Jan Winiarski, dojeżdżający do Złotoryi z Legnicy. Od grudnia do marca – wspominał –  jeździłem motocyklem do Złotoryi. Bywało, że przy -35 stopniach, bo była wielka zima. Po latach przyplącze się choroba reumatyczna. W zajęciach duszpasterskich pomagał również proboszcz z Zagrodna. Ks. Winiarski dojeżdżał również motocyklem z Legnicy do Chojnowa, gdy od października 1946 do marca 1947 r. przebywał w areszcie ks. Adam Łańcucki, któremu, za współpracę z WiN postawiono zarzut udziału w zorganizowanych strukturach podziemnych i skazano na 3 lata pozbawienia wolności.

W latach 1949, 1950, 1951 i 1953 Urząd Bezpieczeństwa w Złotoryi prowadził „rozpracowanie obiektowe” na byłych członków AK i WiN z terenu Lubelskiego, Kieleckiego, Białostockiego, Wileńskiego i Tarnopolskiego zamieszkałych na terenie powiatu złotoryjskiego. Obserwacją objęto co najmniej 180 osób ze Złotoryi, Chojnowa i ponad dwudziestu innych miejscowości. Figurował wśród nich zawsze ksiądz Michał Dunas. Przytoczmy elementy powstałych wówczas jego charakterystyk: 1951: Jest wrogo w dalszym ciągu ustosunkowany do obecnej rzeczywistości i ZSRR. 26 listopada 1946 r. otrzymano doniesienie od kontaktu poufnego który podaje, że Michał Dunas utrzymuje ścisłe kontakty z Połeć Władysławem, Mistrzak Zygmuntem, Michalskim, Musiał Tadeuszem. Według posiadanych danych zbierali się oni w mieszkaniu u Połeć Władysława, gdzie w towarzystwie grywają oni w karty urządzając libacje. Połeć rozmawia na osobności z ks. Michałem Dunasem i kontaktuje się z Dobrowolskim Adamem. 1953: b. czł. Win (funkcja do chwili obecnej nie ustalona) zawerbowany na terenie miasta Złotoryja przez Dobrowolskiego Adama…[…] w 1946 r. był inspiratorem w masowym wstępowaniu do PSL, nastawiał wrogo na członków PPR. Oficerowie bezpieki wydawali więc rozkazy, aby zakładać agenturalne rozpoznania, celem aktywniejszego rozpracowania i zlikwidowania tegoż wrogiego elementu, na każdego z osobna przeprowadzać wszechstronny wywiad, zawerbować ludzi, którzy mają z nimi kontakty oraz zebrać wszelkie kompromitujące materiały za Złotoryi, uwzględniając jego przynależność do nielegalnej organizacji Win jak również jego obecny stosunek do obecnej rzeczywistości.

Franciszkański ślad

W kronice parafialnej widać ścisłe związki z franciszkanami z Legnicy. Udzielają oni rekolekcji (1948, 1949, 1952, 1954), pomagają w Triduum (1947), odnawiają Misje święte (1947, 1948), są obecni na odpustach (1950), w 1953 r. zostaje poświęcony  sztandar franciszkański.

Nic dziwnego, że franciszkanie dowiedzieli się w 1946 r. o aresztowaniu księdza i już w listopadzie tegoż roku pisali z Jawora do biskupa: Ponieważ niegdyś kościół i klasztor w Złotoryi należały do naszego zakonu, przeto z polecenia N. O. Prowincjała zwracam się z uprzejmą prośbą do Administracji Apostolskiej o przydzielenie kościoła i parafii Złotoria naszemu zakonowi, a N.O. Prowincjał wyśle tam natychmiast jednego lub dwóch Ojców celem objęcia obowiązków duszpasterskich. Otrzymali odmowną odpowiedź: O losie ks. Dunasa nic pewnego nie wiadomo, dlatego stanowiska nie można uważać za wakujące.

Czy należy żałować, że ksiądz Dunas „siedział” tylko cztery miesiące? A może franciszkanie znów powróciliby tutaj na stałe, gdyby…

Kronika

Wielką jego zasługą było prowadzenie kroniki parafialnej. Podkreślmy, że w tych czasach nikt nie prowadził kroniki miejskiej a jedynie ewentualnie szkolne i zakładowe. Kronika parafialna miała więc charakter kroniki miejskiej, tym bardziej, że zawierała wpisy dotyczące nie tylko wydarzeń o charakterze religijnym. Już na samym początku, pod datą „1945” nie omieszkał ks. Dunas dać krótkiej charakterystyki dziejów miasta, która świadczy o znajomości niemieckich opracowań o mieście. W 1952 r. wymienia niektóre zabytki Złotoryi: 

1952. Ślady  polskości. Na terenie Złotoryi, jednego z najstarszych miast Dolnego Śląska, znajduje się wiele zabytków z czasów piastowskich. I tak obok trzech kościołów, widzimy stare mury obronne oraz basztę. Pomimo nacisku germanizacyjnego ślady kultury polskiej i wiary katolickiej przetrwały. 

1949. Dnia 3 stycznia 1949 r. podczas nabożeństwa wieczornego, jakie od 1947 r. stale w kościele jest odprawiane, zaszedł wypadek pożaru, spowodowanego nieostrożnością dzieci szkolnych [dopisek u góry tekstu inną ręką: syna organisty: rozpalił ogień na poddaszu]. Podczas pożaru trwającego 5 godzin, spalony został dach klasztorny i część dachu kościoła z wieżą. Przy ofiarnej pomocy Straży Pożarnej z Legnicy pożar zlikwidowano. Cała parafia zmobilizowana zachętą księdza proboszcza stanęła do pracy. Każdego dnia po 20-30 parafian brało udział w odbudowie swojego kościoła. Do kwietnia zniszczenia spowodowane pożarem usunięto. Prace zakończono 8 kwietnia 1949 r. a Administracja Apostolska we Wrocławiu upoważniła ks. Proboszcza do podjęcia odszkodowania należnego z tytułu pożaru.

Nieurodzaj. W pierwszej połowie maja przeszła przez Złotoryję fala mrozu, który fatalnie odbił się na wydajności sadów, działek i pól. Jesienią tegoż roku, już od połowy września, ustawiczne deszcze połączone ze śniegiem i przedwczesna zima spowodowała, że wiele ziemniaków i buraka cukrowego pozostało na polach. Zrozumiałe, że wpłynęło to na życie ludności.

1954. Przed końcem czerwca przeżyliśmy niecodzienne zjawisko zaćmienia Słońca. Na terenie województwa wrocławskiego zaćmienie oglądano częściowo. Rzeczywiście było widać tylko mały skrawek Słońca. Ponieważ od tego czasu zaczęły się dni chłodne i deszczowe, ludność wiązała ten stan z zaćmieniem Słońca. Rok 1954 zapisał się w parafii  naszej pracą wokoło odnowienia kościołów: w kościele parafialnym w Prażnicy [Prusicach – RG] odmalowano wnętrze kościoła. W Złotoryi odmalowano korytarz klasztorny, wprowadzając barwę więcej jasną,  oraz obie zakrystie i kaplicę Krzyża Świętego.

Październik 1956. Rządy w kraju obejmuje Władysław Gomułka. Następuje ogólne odprężenie w kraju. Kościół katolicki od szeregu lat uciskany cieszy się znowu wolnością. Wraca z kilkuletniego pobytu na odosobnieniu ksiądz Prymas Kardynał Stefan Wyszyński, Ks. Baraniak, późniejszy arcybiskup poznański. […]Parafianie złotoryjscy dzielą ogólną radość z całym narodem polskim. Radość tym większa, że znowu nauka religii wraca do szkół. Zawieszono krzyże w szkołach, urzędach, szpitalach. Wierni, nie naciskani już z góry, swobodnie uczęszczają do kościoła na nabożeństwa, partyjni również masowo przychodzą na Mszę Św. Młodzież złotoryjska masowo bierze udział w nauczaniu religijnym w swych szkołach. Zapał religijny przechodzi swój renesans i gruntowne odrodzenie.

Starania o kościół Mariacki

 Na mocy dekretu rządowego z marca 1946 r. oraz ustawy z sierpnia 1947 r. poniemieckie obiekty kościoła ewangelickiego miały stać się własnością Polskiego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Do Złotoryi napływały tymczasem kolejne grupy polskich osadników. Nic dziwnego, że kościół św. Jadwigi z trudnością mieścił katolików. Równocześnie liczba niemieckich ewangelików zmalała do około 1500 osób i  zbliżała się chwila ich wysiedlenia. W tych warunkach podjęte zostały z inicjatywy ks. Michała Dunasa energiczne działania, zmierzające do przejęcia kościoła Mariackiego. 

W czerwcu 1947 roku wpłynęły do Powiatowej Rady Narodowej (PRN) W Złotoryi dwie petycje: Polskich Katolików, podpisana przez około 800 osób oraz Zrzeszenia Kupców Polskich w Złotoryi z 54 podpisami. Przywoływały fakt, iż kościół dopiero w 1522 r. stał się ewangelicki oraz że kościół św. Jadwigi jest za mały, w dodatku ma wrócić do franciszkanów (?). PRN podjęła uchwałę, aby zwrócić się do kompetentnych czynników o przekazanie kościoła, uznając, że sprawa jego przejęcia jest palącą potrzebą dla ludności katolickiej. Identyczną uchwałę podjęła również Miejska Rada Narodowa. W sierpniu 1947 ks. M. Dunas tak pisał do Administracji Apostolskiej we Wrocławiu: W imieniu Rady parafialnej i wszystkich parafian zwracam się uprzejmie z gorącą prośbą o rozpatrzenie i poparcie u władz naszej prośby o przejęcie na terenie Złotoryji kościoła, będącego ostatnio ewangelickim. Prośbę naszą popieramy danymi z historii tegoż kościoła, zbudowanego, jak mówią zapisy kroniki w 1217 r., a dopiero 14 IX 1522 oddanego do dyspozycji ewangelikom. Ponieważ obecnie na terenie Złotoryji nie ma parafian ewangelickiego wyznania, a kościół katolicki w mieście nie może pomieścić wszystkich katolików Polaków, przeto pragniemy odzyskać ongiś katolicki kościół dla Polaków wyznania rzymsko katolickiego. 

26 sierpnia 1947 roku istotne decyzje podjął Pełnomocnik Konsystorza Ewangelickiego we Wrocławiu. Wyraził bowiem zgodę na wydzierżawienie kościoła NNMP parafii katolickiej na trzy lata (za czynsz w wysokości symbolicznej złotówki) pod następującymi warunkami: parafia katolicka dokona od zaraz bieżących remontów i będzie wykonywać takowe w czasie użytkowania, wyremontuje i poniesie koszty związane z adaptacją kościoła św. Mikołaja dla ewangelików, zobowiąże się, że kościół Mariacki nie ulegnie żadnym przeróbkom zmieniającym jego charakter, a dostosowanie jego wnętrza do wymogów kultu katolickiego będzie miało charakter tymczasowy. Pełnomocnik podkreślił, że świątynia pozostaje nadal własnością kościoła ewangelicko-augsburskiego. Tydzień później  ks. Dunas przedstawił sprawę na posiedzeniu MRN. Zgodzono się, że warunki przedstawione przez ewangelików są nie do przyjęcia i postanowiono zwrócić się ponownie do Urzędu Wojewódzkiego. W następnych miesiącach sprawę przekazania kościoła poparł też Okręgowy Urząd Likwidacyjny, Administracja Apostolska zaś wystąpiła z odpowiednim pismem do Ministerstwa Ziem Odzyskanych. Zarząd Miejski słał z kolei monity o zezwolenie na przekazanie kościoła, m.in. z uwagi na niezbędny remont wieży kościelnej przed następną zimą, co była w stanie przeprowadzić – zdaniem Zarządu – tylko parafia katolicka. Sprawa doczekała listopada 1947 r., gdy wojewodowie otrzymali poufne pismo Ministerstwa Ziem Odzyskanych, aby wstrzymać dokonywanie jakichkolwiek zmian w tej materii w związku z projektowanym ustawowym uregulowaniem przydziału kościołów poszczególnym wyznaniom; takie też wytyczne przekazano władzom miejskim. W grudniu 1947 roku doszło do kompromisu między przedstawicielami złotoryjskich wyznań. 15 grudnia podpisano, za obopólną zgodą, umowę tymczasową, w myśl której proboszcz parafii rzymsko-katolickiej objął kościół na okres świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku dla umożliwienia wzięcia udziału wszystkim wiernym w nabożeństwach świątecznych. MRN na sesji 19 grudnia postanowiła więc przekazać klucze do kościoła (znajdujące się od jakiegoś czasu w Zarządzie Miejskim) proboszczowi Dunasowi i oddać mu kościół pod opiekę do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia całej sprawy. 

Od 24 grudnia 1946 roku w każdą niedzielę i święta odbywały się w kościele Mariackim nabożeństwa katolickie. Parafia własnym nakładem finansowym prowadziła częściowe naprawy, jak oszklenie okien, reperacje drzwi, instalacji elektrycznej, organów, zabezpieczenie wieży. Gdy minął okres bożonarodzeniowy, ks. Dunas wyjaśniał, że kościół dlatego jest nadal użytkowany przez katolików, ponieważ wykonali tam prace remontowe. Stwierdzał, że dla parafii ewangelicko-augsburskiej wystarczyłby kościół św. Mikołaja, a także podkreślał, że katolicy dlatego wnoszą o kościół Mariacki, by znów stał się katolicki i polski. Nieliczni protestanci  bezskutecznie oponowali. Na to odpowiadano, że oddając klucze katolikom, nie pozbawiono ewangelików należnych im praw do kościoła, lecz chodziło tylko o konieczność szybkiego zabezpieczenia budowli. Tego nie byłyby przecież w stanie zrobić trzy rodziny Polaków ewangelików zamieszkałych w mieście. Obiecano, że wkrótce rozpocznie się remont kościoła na cmentarzu. W czerwcu 1948 r. klucze od kościoła NNMP trafiły jednak  do kasy Zarządu Miejskiego.

1 lipca 1948 Michał Dunas ponownie prosił Administrację Apostolską we Wrocławiu o interwencję w/s odzyskania kościoła Mariackiego, wysuwając argumenty historyczne, ilościowe, demograficzne (kościół św. Jadwigi mieści tylko ok. 600 osób a parafia liczy już 5900-6000 wiernych), wkład w remont Kościoła Mariackiego od 1947 r. (ok. 200000 zł). Ewangelicy sami rezygnowali z radykalniejszych działań, skoro ks. protestancki J. Zajączkowski w sierpniu 1948 r. pisał: o klucze od kościoła nie dobijamy się, gdyż boimy się okazać nasza liczebną słabość. Wprawdzie na ostatnim nabożeństwie [w kościele na cmentarzu – przyp. R.G.] było już 8 osób i to sami autochtoni. Miesiąc później sądził, że nie będziemy go potrzebowali. Naprawa kosztowałaby co najmniej dwa miliony… 

W następnych latach cała sprawa ucichła. Formalnej decyzji rządu lub Urzędu Wojewódzkiego, odmawiającej wówczas przekazania kościoła parafii katolickiej, nie udało się na razie odnaleźć. Jej motywy znajdujemy jednak  w dokumentach z 1957 r., podpisanych przez jednego z urzędników miejskich. Jest tam zawarta informacja, iż władze dlatego nie wyraziły zgody, gdyż kościół stoi około 50 m od siedziby Komitetu Powiatowego PZPR oraz sąsiaduje ze szkołą podstawową. Poza tym z prawej i lewej strony kościoła biegną ulice, które są jednokierunkowe dla pojazdów mechanicznych (!?). 

W latach 1947-1948, gdy czasowo użytkowała kościół parafia katolicka, sprawa remontu wieży stała się bardzo pilna. Wypowiadały się w tej materii władze miasta i powiatu. Ks. Dunas w kwietniu 1948 r. alarmował: …wieża główna opiera się na trzech belkach [?! – R.G.], w czym jedna bardzo  w stanie uszkodzonym… Fachowcy stwierdzają, że o ile nie przystąpi się niezwłocznie do remontu, przęsła nie wytrzymają wichru i może nastąpić katastrofa. W latach 1949-1950 miasto monitowało nawet władze wojewódzkie, ale dopiero w 1951 r. szczyt wieży otoczyły rusztowania, które umożliwiły reperację hełmów i ścian. Być może wówczas, albo już wcześniej, wyszabrowano zawartość gałki – do dziś jest pusta i widnieje w niej otwór wielkości ludzkiej głowy. W 1952 r. nastąpił remont dachu, a później (1952-1956) wyremontowano tarcze zegarowe: otrzymały zamiast arabskich cyfry rzymskie, które znajdują się na nich do tej pory.  

Ksiądz – patriota?

Czy po przejściach ze służbą bezpieczeństwa, jak wspominają niektórzy złotoryjanie (M. Stalski, T. Gliński), ks. Dunas zmienił swoje postępowanie a nawet dołączył do tzw. księży patriotów i sympatyków PAX-u, popierających „ludową” władzę? Dobre stosunki księdza z władzą podkreśla także A. Pałka. W każdym razie, jak stwierdzała wizytacja z 1954 r. ksiądz był zaangażowany społecznie jako opiekun powiatowy z ramienia Zbowidu, dlatego od czasu do czasu musi wyjeżdżać do Warszawy.                                                           

Odejście

Z dniem 2 lipca 1957 r. na miejsce ks. Dunasa został skierowany ks. Eugeniusz Kapusta. Ksiądz Dunas został skierowany do Bożkowa, miejscowości leżącej pomiędzy Nową Rudą a Kłodzkiem. Objął probostwo przy parafii św. Apostołów Piotra i Pawła. Zmarł 19 stycznia 1979 r., spocząwszy na tamtejszym cmentarzu. 

Ks. Kapusta sprawował opiekę nad tutejszą parafią do dnia 29 lipca 1957 r. Wówczas stanowisko proboszcza otrzymał, jak się okazało na blisko 12 lat, ks. Onufry Stankiewicz, dotychczasowy proboszcz w Miłoszycach w powiecie wrocławskim.

Próba oceny               

Do największych złotoryjskich zasług ks. M. Dunasa w latach zaliczyć trzeba, naszym zdaniem, zorganizowanie tutejszej społeczności w jeden organizm parafialny. Warto pamiętać, że kościół parafialny św. Jadwigi w jego czasach otwarty był codziennie przez kilka godzin. Przez dziesięć lat był tutaj sam, w dodatku obsługując kilka kościołów w okolicach.

Przyszło mu sprawować posługę w szalenie trudnych i wręcz przełomowych latach, także  w relacjach państwa z Kościołem. Był to okres najbardziej napiętych stosunków i najgorszych represji wobec duchownych (szacunkowo oblicza się, że w latach 1945-1956 więzień i aresztów doświadczyło ponad 1000 duchownych diecezjalnych i zakonnych). Podzielił los wielu kapłanów, choć władza obeszła się z nim stosunkowo łagodnie. 

Troszczył się o podległe świątynie, podjął uporczywe próby odzyskania kościoła Mariackiego, które z uwagi na politykę rządu, nie mogły okazać się skuteczne. Dzięki niemu czerpać możemy z kroniki parafialnej, w której odnotowywał także wydarzenia dotyczące całego miasta i kraju.

Z drugiej strony wydaje się, że nie zawsze Jego przykład był budujący dla wiernych, zarówno dla młodzieży jak dorosłych. Może był za bardzo bezpośredni? Pamiętamy jednak, że duchownym stawia się czasem zbyt wielkie wymagania. Ale, z drugiej strony, nic złego, że złotoryjanie zostali wystawieni na próbę – przecież byli zapewne świadomi, że wierzą w Boga a nie w duchownych, których wady nie powinny odciągać od Stwórcy.

Zgłaszamy  w tym miejscu propozycję upamiętnienia ks. Michała Dunasa stosowną tablicą, dla której najwłaściwszym miejscem byłby kościół św. Jadwigi. 

 

 

Roman Gorzkowski, Ksiądz Michał Dunas. Pierwszy powojenny proboszcz parafii św. Jadwigi. Cz. 1: „Echo Złotoryi” luty 2012 s. 8-9; Cz. 2: „Echo Złotoryi” marzec 2012 s. 8-10.

 

 

Ks. Proboszcz Onufry Ludwik Stankiewicz  (1917-1969)

            Urodzony 3 sierpnia 1917 roku w Żywcu jako syn Andrzeja i Apolonii. Ukończył Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Święcenia kapłańskie odebrał również  we Lwowie (10 III 1940)

            Posługę duszpasterską w Złotoryi pełnił od roku 1957 jako proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej św. Jadwigi, mając do dyspozycji jedynie Kościół św. Jadwigi. Władze partyjno – rządowe nie chciały przekazać Parafii Rzymskokatolickiej ani Kościoła św. Mikołaja (otrzymała go Parafia Polskokatolicka formalnie dopiero w 1972 roku), ani obecnego Kościoła NNMP, mimo iż pierwszy polski proboszcz, Michał Dunas, energicznie o to zabiegał. Do przekazania kościoła katolikom udało się doprowadzić dopiero ks. Onufremu Stankiewiczowi; stało się to 13 listopada 1958 roku, czyli trzynaście lat po wojnie.

            Nowy proboszcz przejął świątynię w opłakanym stanie – z ogołoconym wnętrzem. I za taki stan rzeczy winę ponoszą już wyłącznie polskie władze Złotoryi, a nie niemieccy ewangelicy (byli tu zastraszeni jeszcze do roku 1947) lub –  co czyni się bardzo łatwo – wojska radzieckie. Dlatego trzeba było zaczynać urządzanie wnętrza praktycznie od nowa.                          O pozyskaniu środków, po które można byłoby sięgnąć dziś, proboszcz Stankiewicz nie mógł nawet marzyć. Pomagali wierni pod fachowym okiem miejscowych rzemieślników. To, że na cele wojenne dwa dzwony zabrali w czasie wojny niemieccy faszyści potrafimy jakoś „zrozumieć”, ale że trzeci – około 1952 – pozwoliły zabrać już polskie władze Złotoryi? Wytłumaczenie jest proste: to okres konfliktu i dyskryminowania Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce przez władze partyjno-rządowe. Dlatego za sukces można uznać, że jeszcze pod koniec swojej posługi proboszczowi O. Stankiewiczowi udało się pozyskać w połowie roku 1969 dzwon (z roku 1930) z ewangelickiego kościoła                                w Wojcieszowie; na wieżę wciągnął go kowal Michał Mały.  Tego dzwonu wiernym nie zabrano, jak to się stało w przypadku Złotoryi; w Wojcieszowie w tym czasie nie było już ewangelików.

            Ksiądz proboszcz Onufry Stankiewicz jest ojcem chrzestnym złotoryjskiego Kościoła Mariackiego. W roku 1959 wystąpił o nadanie świątyni tytułu „Narodzenia Najświętszej Marii Panny” i Kuria Biskupia Wrocławska wniosek zaakceptowała i zatwierdziła. 

            Autorzy mieli szczęście osobiście poznać księdza proboszcza Onufrego Stankiewicza. Było to wiosną 1965 roku. Udali się na plebanię w celu omówienia i uzgodnienia spraw związanych ze swoim ślubem. Ksiądz proboszcz „przepytał” nas wszechstronnie, a żartując sam z siebie uważnie nas słuchał. Kiedy doszliśmy do sprawy nauk przedślubnych zaskoczył nas zupełnie: „Jesteście młodzi, dopiero wkraczacie w życie, oboje jesteście nauczycielami, i to historii, dodatkowo w szkołach średnich. Jak wy mi tu zaczniecie przychodzić, sprawa się rozniesie, dotrze do tego Wieruszowa i będziecie mieć problemy i trudności”. Po roku pracy nie bardzo jeszcze wiedzieliśmy jakie mogą to być trudności, ale ksiądz proboszcz zadecydował: „Przyjdziecie do mnie jeden raz na początku wakacji i ja was sprawdzę z … (tu wymienił z czego) – tak będzie lepiej dla was”. Za pół roku, kiedy w listopadzie 1965 roku biskupi polscy wystąpili z orędziem do biskupów niemieckich, zrozumieliśmy dobrze o czym „ten Ksiądz” mówił. Natomiast wówczas, z wdzięcznością właściwą młodości („udało się!”) – przyjęliśmy tę „dyspensę”.

            Jak na dwa spotkania powiedział nam o sobie bardzo dużo; miał dystans do swoich „powykręcanych reumatyzmem rąk”. A nawet ze swojego imienia potrafił żartować: „Widzicie, ja mam na imię Onufry – jak Zagłoba, ale żeby było jeszcze śmieszniej, to moja gospodyni ma na imię Balbina”. Nie wiedzieliśmy, czy rozmawiamy z księdzem, czy z „normalnym” człowiekiem. Dziś powiemy: rozmawialiśmy z normalnym księdzem, kapłanem i duszpasterzem, a nie  z urzędnikiem parafialnej administracji sprawdzającym kartoteki.

            Ksiądz Proboszcz Onufry Stankiewicz był również wizytatorem nauki religii; pełnił także obowiązki dziekana. Zmarł w Złotoryi 9 listopada 1969 roku; pochowany został w rodzinnym Żywcu. Miał zaledwie 52 lata.

M. i A. Michlerowie. Aurimontanie, Goldbergerzy, Złotoryjanie. 

Złotoryja 2011 s. 167-168.

 

 

Ks. Prałat Marian Sobczyk

            Urodził się 19 listopada 1938 roku w Radwanie woj. Świętokrzyskie, w diecezji sandomierskiej, w chłopskiej rodzinie Jana i Anieli z domu Czekaj. Szkoły podstawowe kończył w Radwanie (1949-1952) oraz w Ujeździe (1952-1954), gdzie znajduje się zamek Krzysztopór. Maturę zdobył w Liceum Ogólnokształcącym w Chobrzanach koło Sandomierza (1954-1958). Po maturze ukończył Wyższe Seminarium Duchowne we Wrocławiu. Prymicja nastąpiła 28 czerwca 1964 roku. Posługę duszpasterską jako wikary rozpoczął w Piławie Górnej, a następnie w: Bieniowie, Bielawie, Namysłowie, Bolkowie. Od roku 1975 jest już stale proboszczem – najpierw w Kraśniku Dolnym (od 17 lutego 1975 roku do 3 września 1980), następnie w Świerzawie (od 3 września 1980 do 30 czerwca 1986 r.), a od 1 lipca 1986 r. do chwili obecnej w Złotoryi.

            Najważniejsze wyróżnienia duszpasterskie to: Kapelan Honorowy jego Świątobliwości (Prałat) – 1991 rok, Kanonik Honorowy Legnickiej Kapituły Katedralnej – 24 maja 2002 roku.

            W każdym miejscu posługi pozostawił po sobie trwały ślad w postaci nowych lub zmodernizowanych kaplic lub kościołów. Do najważniejszych należą: remont kaplicy cmentarnej w Kraśniku Dolnym, remont kaplicy cmentarnej w Nowej Wsi Bolesławieckiej, kapitalny remont Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Świerzawie, kapitalny remont Kościoła Piotra i Pawła w Lubiechowej. Bardzo szeroki zakres miał kapitalny remont Kościoła Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Złotoryi w latach 1986-1990 oraz: renowacja witraży okiennych, uruchomienie nieczynnego zegara na wieży kościoła, remont schodów wewnątrz wieży kościoła i udostępnienie jej zwiedzającym, otwarcie studni. W wielu tych działaniach współpracował z TMZZ. Wykazał się przy tym otwartością, której jeszcze dziś brakuje wielu hierarchom, np. wyraził zgodę na otwarcie przez TMZZ w Wielkiej Wieży „Sali Trozendorfa”, zaakceptował propozycję władz miejskich, ażeby tuż przy świątyni katolickiej stanął pomnik tego wielkiego pedagoga, lecz protestanta – jest to rozwiązanie, które nie ma podobnych w świecie. Nie wzdragał się też, aby w dniu odsłonięcia pomnika i otwarcia wieży oraz  sali (26 V 1995) odprawić wspólnie z pastorem ewangelickim nabożeństwo ekumeniczne (wtedy pierwsze w historii Złotoryi). Wiele sił i środków pochłonął remont kapitalny Kościoła św. Antoniego w Jerzmanicach-Zdroju (obecnie kościół filialny Parafii NNMP). Dużym i odważnym przedsięwzięciem była budowa owego Kościoła Józefa Robotnika na Kopaczu. Kamień węgielny poświęcił papież Jan Paweł II (w Legnicy, 1997). Odzyskiwanie Kościoła św. Mikołaja w latach 1987-2000 oraz kapitalny remont tej świątyni, to kolejne trudne zadanie. A w kolejce czekała świątynia Patronki Śląska i Parafii. Generalny remont Kościoła św. Jadwigi i zespołu klasztoru franciszkańskiego obejmował między innymi: wymianę pokrycia dachowego (2911 m2), remont elewacji kościoła i zespołu klasztornego, renowację polichromii wnętrza kościoła, malowanie i renowacja posadzek, renowacja zabytkowego wyposażenia ruchomego kościoła: ołtarza głównego, trzech ołtarzy bocznych, prospektu organowego, ambony, renowację zabytkowych obrazów olejnych: św. Grzegorza, św. Hieronima, św. Ambrożego i św. Augustyna, św. Jadwigi, obrazu Ukrzyżowania oraz czternastu obrazów drogi krzyżowej, wykonanie instalacji grzewczej w kościele, remont utwardzenia z kostki granitowej na dziedzińcu przy kościele. W zakresie tych działań mieści się również budowa krzyża milenijnego przy ulicy Staszica w Złotoryi oraz budowa krzyża na cmentarzu komunalnym w Złotoryi.

            Ksiądz prałat Marian Sobczyk prowadzi też rozległą działalność środowiskową, w tym angażuje się  w organizowanie działalności charytatywnej, a to oznacza: paczki żywnościowe na święta dla ubogich rodzin (wspomaganych jest corocznie około 220 rodzin), opłacanie wyjazdów dzieci i młodzieży na kolonie (corocznie około 40 dzieci), organizacja darmowych wycieczek dla dzieci i młodzieży np. do parku wodnego we Wrocławiu, do Częstochowy, Krzeszowa, Lichenia, wspieranie materialne pielgrzymów uczestniczących w corocznej diecezjalnej pieszej pielgrzymce do Częstochowy na Jasną Górę.

 Odrębną dziedziną działalności jest organizacja (1987), opieka i wspieranie Chóru Parafialnego.

Ludzie mają skłonność do ocen ahistorycznych, czyli dokonywanych  w oderwaniu od realiów epoki, toteż na zakończenie tej administracyjno-gospodarczej sekwencji autorzy chcą poczynić istotną uwagę: Jaki byłby efekt i zakres  dokonań księdza prałata Mariana Sobczyka, gdyby energia, rozmach i chęć działania złotoryjskiego proboszcza mogła spotkać się w określonym czasie i przestrzeniz możliwościami pozyskiwania środków jakie przyniosły „nowe czasy” (choćby po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej).

Od powstania TMZZ efektywnie pracuje z tym stowarzyszeniem i w roku 2011 został „Honorowym Członkiem” tej organizacji. 

M. i A. Michlerowie. Aurimontanie-Goldbergerzy-Złotoryjanie

Złotoryja 2011 s. 162-163.

 

 

 

 


 

[1] Niniejszy tekst przygotowany został z okazji sesji popularnonaukowej „Złotoryjanie” zorganizowanej przez TMZZ w dniu 15 października 2011 r.

[2] Za wszelaką pomoc dziękuję ks. Prałatowi Marianowi Sobczykowi, Romanie Szczepkowskiej z Legnicy, Michałowi Kujawiakowskiemu z Lubina, Tadeuszowi i Danucie Glińskim, Adamowi Pałce, Danucie Sosie, Cezaremu Skale, Kazimierzowi Stefańczakowi, Józefowi Banaszkowi, Zofii Karabczyńskiej, Tadeuszowi Kuczyńskiemu, Jerzemu Gajkowi, Michałowi Stalskiemu, Antoniemu Schindlerowi, Lesławowi Plebankiewiczowi, Mirosławowi Sarnie, Robertowi Pawłowskiemu ze Złotoryi, Władysławowi Iwanowowi z Lubiatowa, Wioletcie Michalczyk z Pielgrzymki, Wandzie Łyżwie z Sędzimirowa, Jerzemu Zborowskiemu z Kętrzyna.

[3] O życiu religijnym Złotoryi w tych czasach patrz także: R. Gorzkowski, Kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Złotoryi, Złotoryja 1999, A. Brzozowska, A. Chrzanowska, Życie religijne w: Złotoryja 1211-2011 p. red. R. Gorzkowskiego, Złotoryja 2011 s. 64-82.

 

Bandycka akcja Służby Bezpieczeństwa 1984

 

     W maju mija dwudziesta trzecia rocznica spalenia samochodu arcybiskupa wrocławskiego ks. Henryka Gulbinowicza. Doszło do tego 19 maja 1984 r. około godz. 18.00  na podwórzu plebanii przy ul. Klasztornej w Złotoryi*. Wydarzenie warte jest przypomnienia również dlatego, iż w sprawę zamieszani byli ci sami oficerowie SB (Z. Płatek i A. Pietruszka), którzy kilka miesięcy później uczestniczyli w bestialskim mordzie na ks. Jerzym Popiełuszce.

     Arcybiskup Henryk Gulbinowicz również po zakończeniu stanu wojennego wspierał podziemną „Solidarność”, w kościołach archidiecezji odbywały się msze św. za Ojczyznę, spotykali się działacze zdelegalizowanego Związku. Nic więc dziwnego, że Służba Bezpieczeństwa podjęła wobec niego daleko idące  działania zastraszające, które prowadzić miały do jego „uciszenia”. 19 maja abp Gulbinowicz uczestniczył w uroczystości bierzmowania w kościele Mariackim.

     Najprawdopodobniej 18 maja 1984 r. rano w gabinecie dyrektora Departamentu IV (odpowiadającego za akcje wymierzone w Kościół katolicki)  Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie Zenona Płatka, w obecności także jego zastępcy Adama Pietruszki, oficerowie SB Waldemar Pełka oraz Piotr Grosman otrzymali polecenie spalenia samochodu. Według zeznań obu oficerów, jakie potem złożyli podczas procesu, mieli oni  zdecydowanie odrzucić propozycję A. Pietruszki, aby jadące auto obrzucić kamieniami. Dodajmy, iż Grzegorz Piotrowski w ten właśnie sposób przeprowadził pierwszą próbę zamachu na ks. J. Popiełuszkę  w październiku 1984 r. 

     Jeszcze tego samego majowego dnia, już w Legnicy, podczas spotkania z płk. Ignacym Wójcikiem, ustalono, że grupę uzupełnią funkcjonariusze Departamentu IV Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Legnicy, Józef Kowalczyk oraz Włodzimierz Kudelski. Następnego dnia, przydzielonym przez Wójcika samochodem, cała ekipa udała się do Złotoryi. Podczas rozpoznania terenu W. Pełka pokazywał P. Grosmanowi ciekawsze zabytki miasta, ale już nieco wcześniej nad zalewem przygotowano kanister z benzyną. Gdy, jak zeznawali później, „ze zdumieniem i zadowoleniem” stwierdzili, że samochód arcybiskupa stoi samotnie na środku podwórzu plebanii, ruszyli do akcji: Pełka wybił kluczem samochodowym tylną szybę, Grosman wlał do wnętrza paliwo a Kowalczyk wrzucił zapaloną zapałkę. Nie zdążył jednak na czas odskoczyć i poparzył sobie dotkliwie ręce i klatkę piersiową. Natychmiast wskoczyli do służbowego Fiata, w którym oczekiwał na kolegów Kudelski. W przychodni w  Jaworze opatrzono rany Kowalczykowi. Po powrocie do Legnicy zdali relację Wójcikowi. Grosman i Pełka przez Wrocław wrócili do Warszawy a Kowalczyk dostał kilkunastodniowe zwolnienie lekarskie z pracy. 

     Tymczasem Straż Pożarna ugasiła samochód a świadkowie przekazali kierowcy ks. Gulbinowicza opis i numery rejestracyjne samochodu, którym oddalili się sprawcy. Te dane otrzymała złotoryjska milicja, która wraz z prokuraturą ustaliła wkrótce, że auto należy do WUSW w Legnicy. Płk Wójcik jeszcze w tym samym dniu przyjechał do Złotoryi, uspokoił  tutejszych milicjantów, że auto było tylko obstawą uroczystości kościelnej a następnie próbował złożyć wyrazy ubolewania arcybiskupowi, dzwoniąc na plebanię. Dziekan Stanisław Jakubowski przekazał mu jednak, że arcybiskup jest zmęczony i do telefonu nie podejdzie. 

     Złotoryjska prokuratura, pod przewodnictwem Adama Michno, badała sprawę do jesieni 1984 r.  Zbigniew Krakowiecki z IV Wydziału WUSW  zeznał, iż był wtedy autem w Złotoryi, ale nikogo nie przewoził (w 1991 r. oświadczy, że tak kazał mu powiedzieć Wójcik). Z ekspertyz zleconych przez prokuraturę, a wykonanych przez Zakład Kryminalistyki Komendy Głównej MO, Szkołę Główną Służby Pożarniczej oraz elektromechaników, wynikało, że przyczyną pożaru było zwarcie elektryczne, spowodowane wadliwie zamontowanym urządzeniem antyradarowym. 30 października 1984 r. prokuratura powzięła decyzję o umorzeniu śledztwa, stwierdzając w uzasadnieniu m.in., „że wersja o podpaleniu opiera się na pogłoskach, które z uwagi na anonimowy charakter nie mają rangi dowodu i w związku z tym nie mogą stanowić podstawy do przyjęcia zaistnienia przestępstwa”. Co ciekawe, w legnickim WUSW pracowała równolegle grupa operacyjno-śledcza, której miała wykryć przyczynę pożaru. Jej postępami interesował się telefonicznie nawet Zenon Płatek.

     Na ślady prawdziwych mocodawców i wykonawców natrafił dopiero w 1991 r. specjalny zespół prokuratorów w Departamencie Prokuratury Ministerstwa Sprawiedliwości. Proces  przeciwko Pełce, Grosmanowi i Kowalczykowi toczył się przed Sądem Rejonowym w Złotoryi od listopada 1991 do lutego 1992 r. Oskarżeni przyznali się do winy, wyrazili skruchę i przeprosili Kardynała Gulbinowicza za swój czyn. Relacjonując szczegółowo wydarzenia, oświadczali, że wybrali mniejsze zło. Pełkę „ścięło z nóg”, gdy po spaleniu samochodu Zenon Płatek zapytał go, na czyje polecenie tego dokonał. Wtedy oskarżony miał zrozumieć, że stał się przedmiotem jakichś manipulacji i przypuszczał, iż polecenie tego zadania wyszło od samego Czesława Kiszczaka. Zostali też przesłuchani Z. Płatek i A. Pietruszka. Obaj zaprzeczyli, że wydali polecenie spalenia samochodu arcybiskupa i stwierdzili, że taki pomysł zrodził się z pewnością poza Departamentem IV. Oskarżyciel zażądał dla oskarżonych kar od 2,6 do 4 lat. Sąd w składzie: Marek Regulski – przewodniczący i ławnicy: Jan Węgrzyn i Anna Szczepaniak, powołując się na amnestię z lipca 1984 r., umorzył postępowanie karne wobec wszystkich oskarżonych. Prokurator zaskarżył wyrok, lecz  Sąd Wojewódzki w Legnicy i ostatecznie Prokuratura Wojewódzka w Warszawie w czerwcu 1996 r. utrzymały go w mocy.

 

* Niniejszy tekst oparto na artykule Pawła Piotrowskiego, Podpalacze, zamieszczonym w Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej 10/2004 oraz artykułach  Kulisy SB-ckiej akcji w Gazecie Złotoryjskiej z lat 1991-1992.

Roman Gorzkowski 

„Echo Złotoryi” maj 2007 s. 14.

 

Fragmenty Kroniki parafii św. Jadwigi

 

Październik 1956 r.

 

     Rządy w kraju obejmuje Władysław Gomułka. Następuje ogólne odprężenie w kraju. Kościół katolicki od szeregu lat uciskany cieszy się znowu wolnością. Wraca z kilkuletniego pobytu na odosobnieniu ksiądz Prymas Kardynał Stefan Wyszyński, Ks. Baraniak, późniejszy arcybiskup poznański. Nasza archidiecezja wrocławska przeżywa także swe wielkie dni. Na mocy dekretu Stolicy Apostolskiej zwolniony zostaje z obowiązków wikariuszu kapitulnego ks. Kazimierz Lagosz, a rządy archidiecezją obejmuje J. E. Ks. Biskup Bolesław Kominek, który wkrótce przyjeżdża do Wrocławia i odbywa wspaniały ingres do Katedry Wrocławskiej przy udziale całego prawie duchowieństwa Archidiecezji Wrocławskiej i przy niezliczonych tłumach wiernych. Parafianie złotoryjscy dzielą ogólną radość z całym narodem polskim. Radość tym większa, że znowu nauka religii wraca do szkół. Zawieszono krzyże w szkołach, urzędach, szpitalach. Wierni, nie naciskani już z góry, swobodnie uczęszczają do kościoła na nabożeństwa, partyjni również masowo przychodzą na Mszę Św. Młodzież złotoryjska masowo bierze udział w nauczaniu religijnym w swych szkołach. Zapał religijny przechodzi swój renesans i gruntowne odrodzenie.

 

1957 

Nowenna tzw. Milenium

     Ks. Prymas Kardynał Stefan Wyszyński wraz z całym Episkopatem Polskim zarządza Wielką Nowennę z racji zbliżającego się Tysiąclecia Chrztu Polski: 966 r. – 1966 r. Do tak drogiej pamiątki dla całego narodu polskiego ma się społeczeństwo katolickie przygotować i odnowić na nowo w Chrystusie Panu przez Wielką Nowennę, tzw. Milenium. Złotoryja  również rozpoczęła Wielką Nowennę.

     W pierwszą niedzielę miesiąca maja 1957 r. w kościele parafialnym w Złotoryi odbyło się uroczyste ślubowanie ku czci M. Bożej Królowej Polski i odnowienie tych przyrzeczeń, jakie 300 lat temu wstecz – 1656 r. składał w swym i całego narodu polskiego[imieniu] król wygnaniec Jan Kazimierz przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie. Tekst ślubowań został ustalony i wydrukowany przez Episkopat Polski; obejmuje zagadnienia wiary w Boga, obronę życia nienarodzonego, poszanowania Sakramentu Małżeństwa, życia rodzinnego itp. Każdy rok Wielkiej Nowenny to dokładne naświetlenie w duchu katolickim poszczególnych zagadnień wiary i moralności, mających przyczynić się do odnowy duchowej całego narodu i przygotowania go na radosne Milenium Roku Pańskiego 1966 r.

 

Nawiedzenie Obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, czyli tzw. Peregrynacja Obrazu  

20 VII 1963 r.

 

     Zbliża się czas Nawiedzenia Obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej. Od 13 lipca do 20 lipca odbywają się w kościele N.M.P Wielkie Misje prowadzone przez 2 Ojców Redemptorystów. Podniesienie i zapał religijny rośnie z dnia na dzień. Upały ogromne, w kościele tak duszno, że trzeba było powybijać dużo szyb, aby było trochę przewiewu.

     Krucjata Modlitw: Parafianie składają na kartkach różne prośby i zobowiązania na dzień Nawiedzenia Matki Boskiej.

     Ubiór kościoła : kościół i zewnętrznie przygotowuje się na Nawiedzenie. Wystrojem kościoła zajmuje się w szczególności ks. Tadeusz Gadzała, tutejszy wikary. Ma dużo pomysłowości i talentu w ubiorze całego kościoła. Za głównym ołtarzem parafianie budują windę, która wyniesie Ołtarz Matki Boskiej na odpowiednie miejsce w głównym ołtarzu. Kościół tonie w girlandach.

     Władze powiatowe usiłują pomniejszyć uroczystość Nawiedzenia Obrazu. Zwołują wszystkich proboszczów – grożą karami, mandatami.

     Obraz przybędzie do Złotoryi z Pielgrzymki.

     Dzieci gromadzą na karteczkach dobre uczynki, przypinają je do serduszek wykonanych z materii i tekturek. Te serduszka zawisną koło Obrazu. Nadchodzi dzień 20 lipca 1963 r. Cała trasa przejazdu Obrazu od strony Pielgrzymki ustrojona zielenią, wieńcami, w oknach obrazy święte i zapalone światło. Na kilka godzin przed przyjazdem Obrazu kościół N.M.P. napełnia się wiernymi, przed kościołem gromadzą się niezliczone rzesze wiernych. Straż porządkowa złożona z kilkudziesięciu mężczyzn pilnuje porządku. Zbliża się godzina 18. Prawie całe duchowieństwo z dekanatu Złotoryja na czele Procesji wychodzi z kościoła naprzeciw Obrazowi. Z małej wieży kościoła, która przybrana jest sztandarami i światłem, rozlegają się dźwięki dętej orkiestry, sprowadzonej z Lubania Śląskiego. Orkiestra gra Hejnał, to znak, że już zauważyli na szosie Jerzmanice – Złotoryja poczet Obrazu. Poruszenie niesłychane, za parę chwil nadjeżdża czołówka, to duża ilość motocyklistów i samochodów, oraz wreszcie samochód-kaplica, wiozący Ołtarz Matki Boskiej Jasnogórskiej. Napór tłumu ogromny. Straż porządkowa ledwie panuje nad porządkiem, księża biorą Ołtarz na swe ramiona, tłumy przy śpiewie Maryjo, Królowo Polski padają na kolana. Ledwie zdołano wnieść Ołtarz do świątyni. Tu następują cztery Stacje Obrazu. Obraz niesiony jest przez cztery stany. Na chwilę Obraz znika za głównym ołtarzem. Winda wyciąga Obraz na miejsce przygotowane – orkiestra gra. Kościół przepełniony do ostatku, tłumy stoją za kościołem, nie mogą się do wnętrza dostać. Ale Ołtarz będzie w Kościele przez 24 godziny. Delegacja z Pielgrzymki, która przywiozła Obraz, żegna teraz Matkę Boską śpiewając pieśń pożegnania i składając wiązki kwiatów na ołtarzu. Następuje przywitanie Obrazu przez parafię, a następnie uroczysta Msza św. z kazaniem Redemptorysty. Nabożeństwo się skończyło, a kościół dalej przepełniony. Dopiero w późnych godzinach wieczorowych zrobiło się trochę miejsca wolnego w świątyni. Rozpoczynają się godziny Adoracji poszczególnych stanów aż do północy. O północy Msza św. - kościół znowu pełny i tak już będzie aż do odjazdu Obrazu. Kapłani spowiadają całą noc. Konfesjonały pełne. Przychodzą zwłaszcza w nocy parafianie, którzy od wielu lat się nie modlili, ani spowiadali. Korzystają ze spowiedzi nocnej partyjni, komuniści, różnego rodzaju ateiści, których Obraz Matki Boskiej poruszył i nawrócił. Zawierają małżeństwa wiarownicy – około 30 ślubów. Do Komunii Św. przystępuje wiele tysięcy. Rozdano w parafii w czasie Nawiedzenia około 25 tysięcy Komunii św. W ciągu całej niedzieli 21 lipca, nabożeństwa i nieustanna Adoracja Obrazu M.B. Zbliża się godzina 17. Ostatnie już chwile pobytu Obrazu w kościele. Następuje pożegnanie. Po przemówieniu Redemptorysty Obraz M. Boskiej się opuszcza windą. Nastaje powszechny szloch w kościele. Wszyscy mają łzy w oczach. Powoli Obraz posuwa się przez kościół. Ludzie chcą jeszcze ostatnie spojrzenie rzucić na Obraz. Przed kościołem już ustawiają się motocykle, samochody, podjeżdża samochód-kaplica. Ludzie padają na kolana. Pieśń O Maryjo żegnam Cię miesza się z powszechnym płaczem. Piękne było przywitanie Obrazu, ale to co się dzieje przy Jego odjeździe, to przechodzi słowa opisu. Grają już motory samochodów, ledwie torując sobie drogę. Padają ludzie na kolana na Placu Zwycięzców, Placu Wolności. Takiego widoku miasto chyba jeszcze nie oglądało. Czoło kolumny już zjeżdża ze Złotoryi koło stacji kolejowej, a samochód-kaplica dopiero powoli rusza z miejsca w kierunku na Jerzmanice – Zdrój, Pielgrzymkę do Twardocic. 

     Parafia Złotoryja przeżywać będzie jeszcze Nawiedzenie w kaplicy filialnej w Wilkowie Złotoryjskim oraz w Prusicach.  

     W Prusicach nastąpił niemiły zgrzyt ze strony czynników milicji M.O. Zaledwie Obraz wyjechał z Prusic w kierunku na Wilków, gdy milicja zatrzymała wszystkie towarzyszące motocykle i samochody, przepuszczając tylko samochód-kaplicę i samochód z księżmi. Nie przeszkodziło to jednak w uroczystościach, bo ludzie na piechotę przez pola powędrowali masowo do Wilkowa, gdzie zdążyli jeszcze na czas, na Nawiedzenie w Wilkowie.

 

 

 

 

Zarys dziejów parafii św. Jadwigi Śląskiej w Złotoryi

            Parafia p.w. św. Jadwigi ma swoje początki w XIII w., wraz z przybyciem franciszkanów i wzniesieniem przez nich kościoła. Na początku znajdował się on jednak poza murami miasta i stopniowo stawał się centrum katolickiej parafii. Aż do czasów reformacji w XVI wieku obejmowała całe miasto i trzy jego kościoły (oprócz kościoła św. Jadwigi również św. Marii i św. Mikołaja). W 1522 r. protestanci objęli najpierw kościół Mariacki a następnie św. Mikołaja. Protestanci umożliwili jednak ostatniemu katolickiemu proboszczowi, Christophowi Pflanzowi, odprawianie aż do końca jego życia, mszy w kaplicy, ufundowanej przez ostatnich kapłanów katolickich w kościele Mariackim (kaplica  Pflanza-Schönwäldera w nawie bocznej za amboną).W latach 1526-1530 opuścili Złotoryję franciszkanie a w ich klasztorze znalazła swe miejsce protestancka szkoła Valentina Trozendorfa. Od pożaru w 1554 aż do XVIII w., gdy zabrakło  franciszkanów a kościół św. Jadwigi pozostawał w ruinie, niewielka ilość miejscowych katolików mogła jakiś czas odprawiać msze, jak głosi tradycja, lub uczęszczała na msze do okolicznych miejscowości. 

            Na długi czas katolickie życie w mieście obumarło. Wizytacje kościelne z 1654/1655 i 1674 r. nie wykazały ani jednego katolika w Złotoryi. W 1627 r. widziano jednak w mieście jezuitę, który w kościele odprawił mszę, a w następnych dziesięcioleciach toczyły się nawet rozmowy w sprawie reaktywowania przez jezuitów dawnej szkoły przyklasztornej, zakończone bezowocnie w latach 70. XVII w. W II połowie tego stulecia ilość katolików zaczęła szybko wzrastać, do tego stopnia, że niedługo potem w radzie miejskiej protestantem był jedynie miejski pisarz. Od około 1690 r. franciszkanin, ojciec Anaklet Aulick, jako spowiednik katolickich członków magistratu, odprawiał dla nich msze święte w ratuszu. Katoliccy rajcy ustawili w 1698 r. przy jednej z dużych lip przed Bramą Dolną krucyfiks. Kilka lat później, sytuację ułatwił katolikom spór dwóch tutejszych pastorów i decyzja samych protestantów, którzy przekazali katolikom kościół Mariacki (pozostawał w ich rękach do 1707 r.). Uroczyste wprowadzenie do tej świątyni ojca Aulicka jako miejskiego proboszcza nastąpiło w Nowy Rok 1704 r. Ponieważ jednak ilość katolików w mieście wynosiła niespełna 50 osób, nakazano, by w niedzielę i inne święta z każdego domu jedna osoba, właściciel albo właścicielka, uczestniczyła w mszy w kościele Mariackim. Parafia katolicka wznowiła więc działalność, znów za sprawą franciszkanów, którzy powrócili do miasta, odzyskując stopniowo religijne prerogatywy. W maju 1704 r. odbyła się pierwsza procesja na Boże Ciało. Przez pierwsze trzy lata franciszkanie nie mogli jeszcze (postanowieniem biskupa) głosić kazań i odprawiać otwartych nabożeństw podczas świąt. Stopniowo założyli księgi chrztów (1709), zmarłych (1710) i małżeństw (1711) dla niewielkiej w sumie parafii katolickiej. W 1732 r. parafia otrzymała zezwolenie na założenie swojego cmentarza  (istniał do 1872 r. przy dzisiejszej ul. Podwale), którego patronem został św. Jakub Apostoł, rok później na ustawienie pomnika św. Jana Nepomucena przed ratuszem w Rynku.

Od 1810 r., po sekularyzacji zakonu franciszkanów, kościół św. Jadwigi nadal jedyny w mieście pozostał katolicki jako centrum parafii. W 1813 r., gdy w świątyni funkcjonował lazaret, katolickie msze odbywały się  kościele Mariackim. Powrócono do nich w kościele św. Jadwigi dopiero w Adwent 1814 r., gdy uporano się ze zniszczeniami świątyni i następstwami istnienia lazaretu. W 1867 r., gdy w kościele trwała generalna renowacja, msze św. odbywały się w sali posiedzeń rajców. W latach 1858-1889 zamieszkiwały w klasztorze  elżbietanki.  Do przedwojennej parafii jadwiżańskiej należały okoliczne miejscowości: Zagrodno, Sępów, Jerzmanice-Zdrój, Wysocko, Kopacz, Kozów, Uniejowie i Wilków. Z dawnych proboszczów warto wymienić ks. Roberta Urbana (1848-1861), zasłużonego dla zakonu elżbietanek, Antona Bergera (1862-1872, kierującego renowacją kościoła), Ottona Reinharda Baslera (1924-1945), który opuścił miasto 9 lutego 1945 r. oraz Rudolfa Schnackenburga (17 maja 1945-lipiec 1946), który jakiś czas wspomagał jeszcze ks. Michała Dunasa.

            W listopadzie 1946 r. kierownictwo parafii św. Jadwigi przejął polski ksiądz, Michał Dunas (1946-1957). Po nim na czele parafii stali kolejno: Eugeniusz Kapusta (1957), Onufry Stankiewicz (1957-1969), Zdzisław Kiwacz (1969-1971), Stanisław Jakubowski (1971-1986) i Marian Sobczyk (od 1986).

            Z niektórych historycznych wydarzeń, związanych z parafia i kościołem można wymienić pogrzeb funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, który w 1948 r. zostali zabici w mieście. Nekrologi informowały, że wyprowadzenie zwłok św. pamięci Zygmunta Jaszczy i Czesława Bizonia odbędzie się 8 lipca o godz. 16.00 z kościoła parafialnego (czyli św. Jadwigi), a nabożeństwo żałobne za spokój dusz zmarłych odbędzie się w tym samym dniu o 7.30. Na smutny ten obrzęd zapraszają w ciężkim smutku pogrążeni Żona, Syn, Rodziny oraz wszyscy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa w Złotoryi. Długi kondukt podążył z kościoła św. Jadwigi przez Rynek i dalej ul. M. Nowotki (dzisiaj J. Piłsudskiego) na cmentarz. W ceremonii  wzięło udział trzech księży, pośród których był proboszcz Michał Dunas. W 1984 r. na podwórzu klasztornym funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa spalili samochód arcybiskupa wrocławskiego Henryka Gulbinowicza. W 1958 r. parafia św. Jadwigi odzyskała kościół NNMP a w 2000 r. kościół św. Mikołaja.

            W latach 1945-2000 r. parafia św. Jadwigi była jedyną w mieście. W 2000 r. została podzielona: odłączono od niej kościół p.w. Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Złotoryi i kościół filialny p.w. św. Antoniego w Jerzmanicach Zdroju, tworząc z tych kościołów samodzielną parafię p.w. NNMP w Złotoryi. W 2007 r. pomniejszono parafię św. Jadwigi jeszcze raz,  oddzielając od niej nowo wybudowany kościół p.w. św. Józefa Robotnika na Kopaczu, który stał się siedzibą trzeciej już złotoryjskiej parafii. Złotoryja jest centrum dekanatu, do którego, oprócz trzech złotoryjskich świątyń, należą parafie w Brenniku, Nowej Wsi Grodziskiej, Olszanicy, Pielgrzymce, Prusicach, Wilkowie i Zagrodnie. Dziekanem jest ks. Czesław Paruch z Wilkowa a wicedziekanem ks. Tadeusz Tymków z Brennika.

            Do 1954 r. z parafią związane były Siostry Elżbietanki, a w latach 1969-2012 w budynku byłego klasztoru mieściła się klauzura Sióstr Służebniczek pleszewskich.

Roman Gorzkowski

Ks. Robert Rynkiewicz

 

 

Złotoryjscy tercjarze

            Gdyby nie powrót franciszkanów, z pewnością nadal nie wiedzielibyśmy niczego o działalności Franciszkańskiego Zakonu Świeckich przy parafii św. Jadwigi w powojennej Złotoryi. Popularnie ta wspólnota nazywana jest III zakonem (łac. tertii ordinis) a jej członkowie tercjarzami i tercjarkami (tertius – trzeci).

                 W żywotach św. Franciszka można przeczytać, iż z pomocą św. Klary założył on drugi zakon, żeński, i trzeci, którego członkami mogli być zarówno zakonnicy, jak ludzie świeccy, mężczyźni i kobiety. Tercjarze z XIII w.  prowadzili przede wszystkim pokutniczy i ascetyczny tryb życia, w 1289 r. otrzymując od papieża Mikołaja IV własną Regułę, która dała początek rozkwitowi Trzeciego Zakonu Franciszkańskiego. Aktualną regułę zatwierdził w 1978 r. papież Paweł VI a najnowsze Konstytucje  powstały w 2000 r.  Reguła określa cel franciszkanów świeckich: zachowywać Ewangelię Pana naszego Jezusa Chrystusa, naśladując świętego Franciszka z Asyżu.  Są zobowiązani do częstego czytania Ewangelii, przechodząc od Ewangelii do życia i od życia do Ewangelii. Uczestniczą w sakramentalnym życiu Kościoła, włączając się m.in. w jedną z form modlitwy liturgicznej, starają się żyć w pełnej łączności z papieżem, biskupami i kapłanami, wypełniać obowiązki własnego stanu we wszystkich okolicznościach życia, w zakresie dóbr doczesnych zachowywać należyty umiar. Starają się oczyścić serca ze wszystkich skłonności oraz żądzy posiadania i panowania. Mają być obecni przez świadectwo swego życia oraz przez odważne inicjatywy jednostkowe czy wspólnotowe w popieraniu sprawiedliwości, zwłaszcza w życiu publicznym, dokonując jakiegoś konkretnego wyboru, zgodnego z wiarą. Niech w rodzinie … żyją duchem pokoju, wierności i poszanowania życia. Niech poczucie braterstwa uczyni ich radosnymi i gotowymi do zrównania ze wszystkimi ludźmi, a zwłaszcza z tymi najmniejszymi…Niech walczą z pokusami nadużywania innych stworzeń żywych i nieożywionych, szerząc franciszkańskie poczucie powszechnego braterstwa.

                W dziejach złotoryjskich tercjarzy właściwie już od samego początku mamy do czynienia z ciekawymi „przypadkami” (każdy wie, że przypadki nie istnieją). Z relacji najstarszych członków FZŚ wynika, ze powstał on tutaj już w 1948 r. Z jednej strony fakt ten może dziwić, przecież franciszkanie wówczas do Złotoryi nie powrócili, z drugiej jednak wiemy, że w 1946 r. franciszkanie z Jawora byli gotowi zastąpić na parafii aresztowanego przez SB ks. proboszcza Michała Dunasa, w 1947 r. ojcowie tego zakonu z Legnicy pomagali w organizacji Triduum Paschalnego, w latach 1948-1963 głosili rekolekcje wielkopostne, w 1948 i 1950 r. misje. W 1953 r. w kościele św. Jadwigi poświęcono sztandar franciszkański. Chorągiew po dziś dzień towarzyszy tercjarzom w procesjach Bożego Ciała, Mszach św. i podczas pogrzebów członków. Co najmniej w latach 1955-1963 opiekował się naszymi tercjarzami o. Cyryl Nastalski z Legnicy, który m.in. w 1955 r. podarował im książkę pt. Życie św. Franciszka z Asyżu z następującą dedykacją: Na  pamiątkę czcicielom  św. O. Franciszka w dowód pamięci i życzliwości. Jak widać, nad parafią św. Jadwigi cały czas unosił się franciszkański duch, bez przerwy przecież mówiliśmy o klasztorze „pofranciszkańskim” i wyobrażaliśmy sobie życie mnichów. W latach siedemdziesiątych XX w. przełożoną III zakonu była s. Felicja Moryl, potem (1975-2000) s. Anastazja Skucha, od 2000 r. ks. proboszcz Marian Sobczyk oraz kolejni wikariusze. Od 2000 r. na czele zarządu stoi brat Zbigniew. Członkowie wspólnoty uczestniczyli m.in. w pielgrzymkach i dniach skupienia, np. na Jasnej Górze, w Krzeszowie, Bardzie Śląskim, Legnicy i Legnickim Polu. Do Złotoryi przyjeżdżali przedstawiciele Rady Regionalnej, sprawozdania składała wspólnota podczas wizytacji biskupich.

            Na początku nowego tysiąclecia liczyła dwanaście osób, w tym dwóch mężczyzn i dziesięć kobiet. Od kilku lat liczebność wspólnoty stopniowo spada, obecnie liczy 6 osób, spośród których najmłodszym jest brat przełożony (58 lat), pozostali są już niestety bardzo wiekowi. Nie pojawiają się nowe powołania. Tak się również złożyło, że od kilku lat franciszkanie pojawiają się regularnie w kościele parafialnym NNMP i więź FZŚ przy parafii św. Jadwigi z macierzystym zakonem stopniowo malała, pomimo tego, że br. Zbigniew regularnie uczestniczył w spotkaniach w klasztorze OO. Franciszkanów w Legnicy, gdzie działa Rada Regionalna Regionu Wrocławskiego FZŚ. Bardzo rzadko informacja o działalności wspólnoty pojawiała się podczas ogłoszeń parafialnych, choć regularnie w przedsionku kościoła.

       Pomimo niegasnącej ufności w opiekę św. Franciszka i św. Jadwigi, tercjarze obawiali się więc najgorszego – że ich wspólnota po prostu wygaśnie. I właśnie w takim momencie nastąpił ów kolejny „przypadek” – przybycie w 2014 r. braci mniejszych do Złotoryi i objęcie opieki przez o. Norberta. Nie dziwmy się radości, jaka panowała na pierwszym już spotkaniu z o. Norbertem.

           Formacja nowych członków trwa przynajmniej jeden rok, złożona potem Profesja, czyli przyrzeczenie zachowania Reguły, jest zobowiązaniem wieczystym (możliwa jest Profesja czasowa). Tercjarze franciszkańscy odmawiają codziennie modlitwy z opracowanego specjalnie dla nich brewiarza, m.in. litanię do św. Franciszka i Koronkę franciszkańską. Noszonym przez nich symbolem jest tzw. tałka.

          Złotoryjskich tercjarzy spotkać można po sumie w każdą drugą niedzielę miesiąca w salce nr 5 na plebanii. Tercjarskie spotkania modlitewne i formacyjne odbywają się co miesiąc. Pozdrawiają się wzajemnie franciszkańskim posłaniem: Pokój i Dobro – Zawsze i Wszędzie!

Roman Gorzkowski

„Echo Złotoryi” lipiec-sierpień 2014 s. 14-15.

 

 

Dożynki w mieście. Czyli za co dziękować Bogu?

     „Dożynki to urządzane po zebraniu plonu zbóż wielkie święto rolników będące ukoronowaniem ich całorocznego trudu. Choć roczny cykl prac polowych kończy się przed Adwentem, to po żniwach następował krótki czas odpoczynku i radosnego świętowania, kiedy można było wyrazić to, co tak prosto napisał Wespazjan Kochowski w Psalmodii polskiej:

Panie! I za to dziękować Ci trzeba, 

Żeś gębie mojej dał dostatek chleba.

            Dożynki w różnych okolicach nazywano też obrzynkami, wyżynkami, okrężnem (od dawnego zwyczaju obchodzenia lub objeżdżania, a więc okrążania pól po zbiorze zboża), wieńcowem lub wieńczynami (bo najważniejszym atrybutem tego święta jest wieniec żniwny).  

            Zwykle dożynki odbywały się w sierpniu lub na początku września. Ponieważ zwyczajowo koniec żniw przy sprzyjającej pogodzie przypadał przed dniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (na Wniebowzięcie zakończone żęcie), czasami łączono dożynki ze świętem Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia). Częściej jednak bywały to dwie odrębne uroczystości[4]. .

            Dożynki to stara biblijna tradycja dziękczynna. Już Kain i Abel dziękowali Bogu za dary ziemi z których korzystali. Wszyscy wiemy, że dożynki to święto rolników i obchodzone jest głównie na wsi. Ale co świętować w mieście? Gdzie nie ma pól uprawnych, a wręcz przeciwnie jest tylko beton, przemysł i zanieczyszczenie środowiska. Jednak w mieście też są przecież enklawy zieleni, parki, ogródki działkowe, czy nawet kwiaty w oknach. Ale jak to wpasować do święta, którego celem jest podziękowanie za ciężką pracę i wyprodukowany dzięki temu, symboliczny „chleb”, który właśnie dlatego jest taki ważny, że daje pokarm i życie. Bez chleba nie byłoby miast, betonu, przemysłu, parków, ogródków działkowych, czy nawet kwiatów w oknach (bo nie byłoby okien). Któż zwracałby uwagę na parę marchewek z ogródka, trzy główki sałaty, czy jedną kolorową cukinię sprowadzoną z Andów, kogo to wyżywi? Kto po takim „pokarmie” zbuduje miasto? Za co tu dziękować. A jednak są ludzie którzy dostrzegą i docenią nawet taki drobiazg. To Franciszkanie, zwani też Braćmi Mniejszymi, tylko oni dostrzegą dzieło boże w rzeczach niezauważalnych dla innych, w drobiazgach z pozoru bez znaczenia.

          Ledwo dwa miesiące minęło jak Bracia Mniejsi powrócili do Złotoryi, a już można się przekonać o ich mądrości. Przecież nie ważne czy się uprawia latyfundium, czy kwiatek w doniczce, i tu i tu działa ta sama zasada – dzieło boże. Wszystko co się rodzi, co wydaje plon to sprawa Boga. Ludzie tylko orzą, sieją, rzną, przetwarzają. Tak, to ciężka praca lecz to co się dzieje z ziarnem w ziemi, to że z jednego nasiona wyrasta ich dwadzieścia to sprawia Bóg.

            Bez tego cała ciężka praca ludzka nie miałaby sensu. Cud ten jest taki sam gdy dzieje się na 100ha pola, jak i w doniczce. I za to dziękujemy na dożynkach w mieście.

       Ile takich cudów dzieje się w naszej małej Złotoryi, świadczy najlepiej ilość warzyw i owoców, wyhodowanych w ogródkach działkowych, jaką wierni zanieśli w niedzielę 14 września do Kościoła Św. Jadwigi. W tym dniu właśnie, odbyła się tam msza inaugurująca uroczystości dożynkowe, jakie Franciszkanie zorganizowali dla swoich parafian z centrum miasta.

       W trakcie mszy poświęcono ogromne wieńce wniesione przez Starostów wybranych spośród działkowiczów. W płomiennym kazaniu Ojciec Bogdan Koczor przełożył znaczenie dzieła bożego ze spraw agrarnych na sens życia ludzkiego. Zwrócił uwagę, że nie tylko ziarno w polu rozwija się i rośnie, ale przecież także ludzie. Człowieka, zwłaszcza małego także trzeba „uprawiać”, troszczyć się o niego, dbać o jego pokarm fizyczny i duchowy. Wymaga to sporego wysiłku i wyrzeczeń, żeby taki człowiek nie wyrósł skarlały, małostkowy czy nikczemny. 

               Festyn dożynkowy zorganizowano w parku złotoryjskiego Nadleśnictwa przy ul. Staszica. Atrakcji było co nie miara i dla starszych i małych. Licznie przybyli goście mieli możliwość, za symboliczną cenę skosztowania wielu rozmaitych ciast, przystawki w postaci chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym i dania głównego czyli, do wyboru, bigos, grilowana kaszanka, karczek lub kiełbasa. Ciasta zabrakło w ciągu godziny, lecz gotowe już były dania główne, które szybko podano. Poczęstunek przygotowany był przez złotoryjskie gospodynie.

               Chętnych było tak dużo, że Ojciec Bogdan musiał skorzystać z pomocy swoich poprzednich parafian z miejscowości Malin koło Wrocławia. Gdy usłyszeli oni o dożynkach organizowanych przez swojego byłego duszpasterza, nie mieszkając przybyli do Złotoryi, by w razie konieczności służyć pomocą i oczywiście spotkać się ponownie z Ojcem Bogdanem. Bożena i Piotr oraz Beata i Tadeusz wraz z dwójką swoich pociech Klaudią i Karoliną to przemili ludzie, którzy o dokonaniach naszego już proboszcza mogliby mówić godzinami. Malin to niewielka miejscowość na drodze z Wrocławia do Trzebnicy, gdzie Ojciec Bogdan Koczoł spędził 11 lat. W tym czasie, jak mówi Piotr, nie tylko doprowadził kościół parafialny do perfekcji, ale przede wszystkim, dzięki swojej aktywności i energii, zespolił całą społeczność parafialną prawie że w jednolity organizm.

               Piotr z Bożeną przeprowadzili się do Malina z Wrocławia prawie w tym samym czasie gdy parafię tam objął Franciszkanin. Na początku trudno się było odnaleźć rodzinie Piotra w nowym środowisku, ale dzięki m.in. katechezie dla dorosłych, czy wspólnym wyjazdom i imprezom organizowanym w parafii, więzi wśród parafian szybko zaczęły się zacieśniać. Obserwując zabawę złotoryjan Piotr twierdzi, że mamy duży potencjał do tworzenia wspólnie wielkich rzeczy. Wie co mówi bo sam zarządza dużą liczbą pracowników w firmie w Polkowicach. 

                Dzięki gitarowemu akompaniamentowi było też coś dla ducha. Posileni biesiadnicy nie szczędzili płuc we wspólnym śpiewaniu. Kto nie znał słów wykonywanych piosenek nie miał zmartwienia, bo i na to Franciszkanie byli przygotowani. Rozdano 40 śpiewników.

            Swój kącik miały także dzieci. Z pasją tworzyły bransoletki i pierścionki z kolorowych gumek oraz wymyślne kształty, z długich balonów. Z cierpliwością znosiły mozolne malowanie twarzy przez miejscową artystkę według wybranego z książki wzoru kotka lub pieska.

               Tak na wspólnym śpiewaniu, jedzeniu, dziecięcych zabawach i mądrych rozmowach czas zszedł do wieczora i pora była kończyć. Pozostało tylko posprzątać i zgasić światło. Jestem pewien, że podczas następnego spotkania nie będzie już potrzebna proboszczowi pomoc poprzednich parafian, których serdecznie zapraszamy do zwiedzania naszego cudownego grodu.

 

Jarosław Jańta

„Echo Złotoryi” wrzesień 2014

Fot. Małgorzata Leśniewska

 


[4] Za Ewą Szczepanowską z http://www.jws.net.pl/etnografia.