Witamy na naszej witrynie

Pierwszy news

Drugi news...

Trzeci news...

Czwarty news…

Piąty news...

 

  • Jedno z dzieł Valentina Trozendorfa
  • Spotkanie na temat Trozendorfa i jego szkoły w zakrystii kościoła św. Jadwigi –Europejskie Dni Dziedzictwa 2010
  • Valentin Trozendorf autor - Gustav Pinzger 1825r
  • Valentin Trozendorf i jego uczniowie na rysunku z 1911 r
  • Valentin Trozendorf na obrazie z XIX w. - niegdyś w kościele NNMP w Złotoryi
  • Wykład Alfreda Michlera o Valentinie Trozendorfie i jego gimnazjum w kościele św. Jadwigi – 2011

Valentin Trozendorf  (właściwie Valentin Friedland) 1490-1556

 

Legenda śląskiej pedagogiki i szkolnictwa. Największy złotoryjanin w dziejach miasta. Uchodził za jednego z najsprawniejszych nauczycieli i kierowników oświaty w Europie środkowo-wschodniej. Zaliczany do kręgu przyjaciół wielkiego Martina Lutra i nie mniej znakomitego Filipa Melanchtona. O ile ten ostatni przeszedł do historii jako „nauczyciel Niemiec”, to Trozendorfowi nadano przydomek „nauczyciel Śląska” (musimy tu sprecyzować, że chodziło wówczas o Dolny Śląsk, gdyż reformacja i działalność naszego mistrza generalnie nie dotarła na Opolszczyznę, ani na Śląsk Górny, które pozostały przy katolicyzmie).

            Trozendorf urodził się 14 lutego 1490 roku (lub 1489) w Trójcy (wtedy Troitschendorf) pod Zgorzelcem; dzień urodzin przyniósł mu zarazem imię. Mały Valentin jest przykładem chłopskiego dziecka, któremu trochę się poszczęściło, aby wymknąć się przeznaczeniu i nie zostać chłopem. Pomogli mu wędrowni franciszkanie, którzy gromadzili zebrane dary u rodziców Valentina. Jeden z nich poznał chłopca i namówił jego rodziców, aby oddali go na nauki. W ten sposób dopiero w roku 1506 Valentin, mając szesnaście lat, podejmuje naukę w Zgorzelcu. Zarówno tu, jak i w każdej placówce,  w której studiował, uczył się z niezwykłym zapałem – wręcz zachłannie. Stosunkowo szybko odeszli jego rodzice; najpierw ojciec. W 1513 roku podejmuje studia w Lipsku, gdzie studiuje łacinę.                W 1515 roku uzyskał stopień bakałarza (nauczyciela). Gorącą zwolenniczką tego zawodu dla syna była matka Dorota. Kiedy ten się wahał miała powiedzieć: „Synu pozostań w szkołach”. Posłuchał rady matki, a dalsze koleje życia wskażą niebawem jak cenna była to rada i jak dobrze się stało, że Valentin wziął ją sobie do serca. Najlepszą i najpełniejszą rekomendację do tego zawodu dał Trozendorfowi sam Filip Melanchton:  „Trozendorf urodził się do szkoły, jak Scypio do wojny”. Pierwszą pracę pedagogiczną podjął w Zgorzelcu,  ucząc greki. Nie jest zupełnie pewne, czy równolegle prowadził też zajęcia w szkole świdnickiej i wrocławskiej. Z Wrocławiem związany był na pewno, a konkretnie z wrocławską katedrą (1519-1523); tam odebrał święcenia kapłańskie. Trozendorfa prawie od razu zainteresowały nauki Lutra. Bardzo wyrozumiała i tolerancyjna okazała się wówczas wrocławska kapituła,   pozwalając Trozendorfowi na wyjazdy do Wittenbergi, gdzie zawarł bliską znajomość z Lutrem, Melanchtonem, a przyjaźń ze złotoryjaninem Georgiem Helmrichem.

            Do tego momentu nie pojawia się jeszcze w biografii Trozendorfa wątek złotoryjski; Złotoryja nadal jest katolicka. Pierwsze kazanie protestanckie wygłosił w Złotoryi w dzisiejszym Kościele Narodzenia Najświętszej Marii Panny,  w dniu 14 IX 1522 roku Jakub Süssenbach (lub Georg Hala). Fragment tego kazania wyryto później na ambonie: „Błogosławieni są ci, którzy słowa bożego słuchają i przestrzegają”. Te mądre słowa o wartościach ogólnochrześcijańskich zostały jednak „dokładnie” zamalowane grubymi warstwami farby olejnej, a prawdopodobnie  wcześniej wyrównane dłutem, ponieważ pracownicy pracowni konserwatorskiej  mimo usilnych starań nie potrafili ich w trakcie renowacji ambony (lato 2010) wydobyć. Złotoryja i okolice stały się protestanckie. Świątynie złotoryjskie przejęli duchowni protestanccy; nastąpiły zmiany na szczytach władzy miejskiej oraz kierownika znanej już na Śląsku szkoły. Rada miejska Złotoryi wystosowała pismo do studiującego w Wittenberdze syna znanego rodu Helmrichów – Georga, ażeby przerwał studia i objął w Złotoryi stanowisko burmistrza i zabrał ze sobą „odpowiedniego kolegę”, który z kolei miałby objąć rektorat złotoryjskiej szkoły. Według kroniki rodowej („Helmrichiana”), Georg Helmrich w tej drugiej sprawie zasięgnął porady Lutra i Melanchtona, a oni wskazali na Trozendorfa. Pierwszy pobyt Trozendorfa w Złotoryi (1523 r.) był krótki, gdyż Trozendorf nadal pogłębiał swoje studia w Wittenberdze. W roku 1525 uległ kolejny raz prośbie Georga Helmricha i znowu objął rektorat w Złotoryi. Tym razem już na dłużej i z większym powodzeniem: pozycja szkoły i poziom nauczania podniosły się, prestiż samego Trozendorfa wzrastał. Dostrzegł to również legnicki książę, Piast Fryderyk II, i do zakładanego w Legnicy uniwersytetu ściągnął również Valentina Trozendorfa. Była to pierwsza na Śląsku wyższa uczelnia, przetrwała jednak zaledwie trzy lata. Upadek legnickiego uniwersytetu przywrócił Złotoryi Trozendorfa, było to już jego trzecie przybycie – tym razem bardzo owocne i dozgonne. Był rok 1531. Valentin Trozendorf był u szczytu sił fizycznych i mentalnych. Rozpoczęło się złote ćwierćwiecze złotoryjskiej oświaty.

            Valentin Trozendorf nie był bezwolnym elementem wydarzeń; on sam, swoją wiedzą oraz wolą i dynamiką działania wpływał na ich przebieg i efekty. Był w bardzo dobrych stosunkach z księciem Fryderykiem II. Książę, ufając rektorowi, nie wahał się przejąć patronatu nad szkołą; była to więc szkoła książęca („schola ducalis”). Był to jednak nie tylko szyld – odtąd w siedmiu ósmych kosztów partycypował książę, a tylko w jednej ósmej kasa miejska. Rektor nie zmarnował tych funduszy – potrafił je dobrze ulokować, a najtrafniej zainwestował w dobór wysoko kwalifikowanej kadry pedagogicznej. Poprawiły się także warunki lokalowe placówki, kiedy książę przekazał jej pomieszczenia klasztorne po franciszkanach (przy dzisiejszym kościele jadwiżańskim). Sława złotoryjskiego gimnazjum rozniosła się po całej Europie; w Złotoryi studiowali Litwini, Siedmiogórzanie, Węgrzy, Austriacy, Niemcy, Czesi, także wielu Polaków (Śląsk i Złotoryja należały wówczas do Habsburgów). Baza, kadra, sprawne kierownictwo zaowocowały niezwykle wysokim poziomem nauczania. Wprawdzie szkoła miała status gimnazjum (od 1546 roku), ale było to gimnazjum wzorcowe („gymnasium illustre”), które poziomem dydaktycznym sięgało uniwersytetu. Zatem zamysły rektora i księcia, aby w Złotoryi otworzyć uniwersytet nie były czczą mrzonką. Takie  plany w ogóle nie miałyby szans nawet na ich rozważanie, gdyby nie odpowiedni system wychowawczy osadzony na żelaznej dyscyplinie. Wszystko to zawarł Valentin Trozendorf w swoistym statucie szkolnym (Schulordnung), w którym wyodrębnił regulamin  (Leges scholae Goldbergensis) oraz program (Leges intitutae scholae). Było tego kilkanaście stron rękopisu (drukiem wydano go dopiero po śmierci Valentina Trozendorfa), na które dziś nie zwrócono by pewnie uwagi. Zważmy jednak, że ten pracowity rektor dokonał tego jako pierwszy w tej części Europy i to już przed 465 laty.

            Valentin Trozedorf był zafascynowany starożytnym Rzymem, a konkretnie zasadami funkcjonowania republiki rzymskiej. Dlatego swoją szkołę zorganizował na wzór republiki rzymskiej: oczywiście on jako dyktator, byli też konsulowie, cenzorzy, ekonomowie, kwestorzy itp. W szkole działał sąd szkolny, który wymierzał kary z fizycznymi włącznie oraz samorząd szkolny (magistratus scholasticus). I gdybyśmy dziś powątpiewali i sarkastycznie zapytywali, co też taki samorząd mógł znaczyć przy (i wobec) dyktatora, to oddajmy mu sprawiedliwość i przyznajmy, że przed 450 laty złotoryjski rektor podjął się problemu, z którym i współczesność kiepsko sobie radzi.

            To samo moglibyśmy powiedzieć  o językach obcych; w tej szkole oprócz języka ojczystego (wówczas języka niemieckiego) uczono greki, hebrajskiego, a nade wszystko łaciny. Złotoryjskie gimnazjum przeszło do historii jako „szkoła łacińska” (Lateinschule), albowiem jedną z naczelnych zasad w niej obowiązujących był nakaz używania w szkole łacińskiego w kontaktach ucznia z nauczycielem, uczniów między sobą oraz nauczycieli między sobą z jednoczesnym zakazem używania języka niemieckiego, co w rozdziale  „o studiach” ujęto w sposób absolutnie jednoznaczny: „Niech nikt nie waży posługiwać się językiem niemieckim …”

            Źródła i dokumenty, które podają liczbę żaków przekazują bardzo zróżnicowane dane – gdyby je „uśrednić” należałoby przyjąć liczbę 450-500 studentów. Jest wysoce prawdopodobne, że większość mieszkała w internacie, który dla Trozendorfa stanowił zasadniczą bazę jego wychowawczych oddziaływań. Pozostali, prawdopodobnie ci zamożniejsi, mieli stancję u złotoryjskich rodzin, część mieszkała u profesorów (np. słynny Albrecht Wallenstein). W zasady organizacyjne starożytnej republiki rzymskiej rektor umiejętnie wkomponował humanistyczną regułę dydaktyczną – docendo discimus czyli: nauczając – uczymy się. Uczniowie starsi i mocniejsi – uczyli młodszych i słabszych. Stosowanie tej reguły pozwalało także na niwelowanie okresowo zdarzających się wacatów                 w kadrze pedagogicznej, w której doborze rektor był niezwykle staranny, a nawet wybredny. Te wyżej wymienione aspekty działalności placówki, a nade wszystko wysoko kwalifikowana kadra, dyscyplina oraz wysoki poziom nauczania to były kwestie, które nie mogły być obojętne rodzicom dbającym o dobre wychowanie i przyszłość swoich synów. Złotoryjskie uliczki przemierzały różnojęzyczne tłumy młodzieńców. Także okolice nie były im obce; Trozendorf w programie zawarł elementy kultury fizycznej i turystyki, i organizował  wyprawy po okolicy. W przedwojennej Złotoryi wzgórza naprzeciw stadionu „Górnika” nazywano „Wzgórzami Trozendorfa”, a źródełko przed Jerzmanicami –  „Studnią Trozendorfa”; te między innymi tereny przemierzał rektor ze swoimi studentami.     

           Urzeczywistnienie zamysłu o utworzeniu w Złotoryi uniwersytetu miało dwa filary: księcia         Fryderyka II i rektora Trozendorfa. Pierwszy filar rozsadziła natura – książę zmarł w roku 1547, a jego następcy nie dorównywali mu rozumieniem i zrozumieniem tak złożonego problemu. Drugi filar runął 17 lipca 1554 roku, kiedy pożar w ciągu trzech godzin strawił prawie całe miasto, w tym pomieszczenia gimnazjum. Książę Fryderyk III przeniósł szkołę do Legnicy, co Trozendorf uznał za „wygnanie” (exil) i ofiarnie zmierzał do odbudowy szkoły; piechotą przemierzał odległość między Legnicą a Złotoryją, aby doglądać odbudowy osobiście. Złotoryjanie rozumieli znaczenie uczelni i podjęli się dzieła odbudowy. Niestety, Trozendorf  nie doczekał odbudowy; zmarł nagle w Legnicy, w trakcie zajęć w dniu    26 IV 1556 roku. Niestety, nie spoczął także w Złotoryi, lecz z wielkimi honorami pochowano go w Legnicy w kościele św. Jana (miejsce pochówku jest dzisiaj nie do zidentyfikowania). 

            Trozendorf przyciągnął do Złotoryi między innymi synów wielu znakomitych rodów polskich: Glicznerów, Leszczyńskich, Węgierskich, Pstrokońskich – tu studiował późniejszy kanclerz koronny, Maciej. Tu kształcił się także wybitny śląski humanista Joachim Curäus. Jego śmierć spowodowała, że złotoryjska wielojęzyczna plejada żaków stawała się coraz mniejsza i cichsza.

            Valentin Trozendorf to dydaktyczny kolos mieszczący się w „kompendium człowieka” (był niewielkiego wzrostu). Nigdy przed nim i nigdy po nim w złotoryjskiej oświacie (chyba także w dolnośląskiej) nie pojawiła się postać, która dokonaniami mogłaby się równać ze „skromnym kierownikiem ze Złotoryi”. Znały go sale wykładowe kilku uniwersytetów w Europie. Nie spotkałem w historii dydaktyki opisu zgotowania owacji profesorowi po skończonym wykładzie; Trozendorfa takie wyróżnienie spotkało – z wyniesieniem na rękach włącznie! Jakie może być jeszcze większe wyróżnienie dla nauczyciela?

            Nowożytna Złotoryja upamiętniła Valentina Trozendorfa w przestrzeni: Plac Trozendorfa (dziś Plac Niepodległości), Wzgórza Trozendorfa (naprzeciw stadionu „Górnika”), Studnia Trozendorfa w Jerzmanicach, pomnik Trozendorfa oraz w sztuce: cenotaf i obraz w kościele NNMP, obraz w auli obecnego LO, tablica w kościele św. Jana    w Legnicy. Po II wojnie portret Wielkiego Rektora namalował złotoryjanin Władysław Centkiewicz.

M. i A. Michlerowie, Aurimontanie, Goldbergerzy, Złotoryjanie. 

 

Złotoryja 2011 s. 180-184.